Translate

8/05/2013

17

|oczami Melannie|

+18

Miałam dziś nocowac u Justyny i Agaty, które razem z resztą przeniosły się do innego domu i mnie zapraszały, ale nagle poczułam się bardzo źle i wróciłam do domu. Miało w nim nikogo nie byc - Zayn miał nocowac u Perrie, Niall u jakiegoś kolegi, Louis u Eleanor, Liam u Danielle, a Harry? Harry dziecmi u jakiegoś swojego kolegi.
Po cichu przekręciłam klucz w drzwiach i weszłam do środka. Nawet nie zapalając światła położyłam torebkę na kanapie w salonie i ruszyłam po schodach do góry, do sypialni mojej i Harryego. Otworzyłam drzwi, ale zaraz chciałam je zamknąc. Jednak nie zdążyłam, bo zauważył mnie Harry.
- Melannie, skarbie, ja ci to wszystko wytłumaczę - zaczął.
- Harry, co ty mi chcesz tłumaczyc?! - prawie krzyknęłam. - Tu nie ma co tłumaczyc. Jesteś gejem!
- Nie jestem!
- Owszem, jesteś! Gdybyś nim nie był, nie widziałabym cię teraz w łóżku z chłopakiem!
**********
- Będzie musiała zostac do dnia, w którym miała się urodzic - oznajmiła pielęgniarka.
- Czyli jeszcze prawie pięc miesięcy - skomentowałam.
- Tak. Czy pani chce zostac z córką, czy będzie pani ją odwiedzac od czasu do czasu?
- Będę przyjeżdżac. Muszę pracowac.


*Trzy miesiące później*

Staliśmy pośrodku pokoju, całując się. Nie były to zwykłe pocałunki - były strasznie gwałtowne i namiętne. Do momentu w zupełności wystarczała nam sytuacja, która miała miejsce, lecz w pewnej chwili naszła mnie ochota na o wiele więcej. Zarzuciłam mężczyźnie ręce na szyję i szybko wskoczyłam na niego, oplatając go nogami. W tym samym momencie poczułam ogromny ból wymieszany z przyjemnością.
- Sama się nabiłaś - zaśmiał się mężczyzna.
- Ja wiem - uśmiechnęłam się.
Zaczęłam poruszac się w górę i w dół, a on powoli zdjął ostatnią częśc mojej garderoby - biustonosz. Rzucił go na podłogę, a mnie na łóżko. Powoli wszedł we mnie i zaczął się poruszac - na początku powoli, ale później przyspieszał coraz bardziej...

*Dwa dni później*

- Melannie - zaczął rozmowę Styles, gdy byliśmy sami w kuchni.
- Co chcesz? - zapytałam obojętnie.
- Dotarł do mnie filmik, na którym...na którym jesteś w łóżku z jakimś facetem. Był on jakieś dziesięc, może piętnaście lat starszy od ciebie.
- I co z tego?
- I to z tego, że chcę wiedziec, czemu z nim spałaś.
- A co cię to obchodzi?
- Melannie, powiedz mi, proszę. Czemu to zrobiłaś?
- Bo potrzebowałam pieniędzy, jasne?
- Mogłaś poprosic mnie o nie.
- Od ciebie nic nie chcę, pedale.
- Oj, no, przestań. Już ci mówiłem, że nie jestem gejem. Uwierz mi, proszę. Daj mi ostatnią szansę.
- Nie. To właśnie ty doprowadziłeś mnie do tego stanu, że zaczęłam sypiac z mężczyznami, których nawet nie znam! Tak, ty!
- Ale, Melannie, ja nie chciałem, naprawdę. To był tylko głupi zakład, byliśmy oboje pijani. Proszę, daj mi ostatnią szansę.
- Ostatnią. Ale nie myśl sobie, że po tym wszystkim się z tobą prześpię.

7/26/2013

16

|oczami Melannie|

- Co się stało? - zapytałam, otwierając oczy. - Jak ja się tu znalazłam?
- Potrącił cię samochód - usłyszałam odpowiedź.
- A co ja robiłam, że mnie potrącił? - spojrzałam na mężczyznę.
- Ty naprawdę nie pamiętasz?
- Nie.
- Wybiegłaś z domu, wcześniej trochę się pokłóciliśmy.
- To ty jesteś moim bratem?
- Nie, jestem twoim chłopakiem.
- Moim chłopakiem?
- Tak. Melannie, skarbie, nie pamiętasz mnie?
- Nie, nie pamiętam.
- Jestem Harry. Harry Styles.
- Harry? Z One Direction?!
- Tak!
- Jezuu, wreszcie cię spotkałam! Dasz mi autograf?!
- Melannie, ja jestem twoim chłopakiem!
- No dobra, powiedzmy, że ci wierzę. Ale musisz to jakoś udowodnic.
- Mamy dziecko. Ślicznego synka - pokazał mi zdjęcie. - A tutaj - wskazał na mój brzuch. - Nasza córeczka przygotowuje się do przyjścia na świat.
- To nie poroniłam przy wypadku?
- Nie. Na szczęście.


*Miesiąc później*

Dwa tygodnie temu wypisali mnie ze szpitala. Jestem szczęśliwa, że w końcu nie muszę leżec w tej sali i się nudzic, a mogę iśc do domu. Jednak lekarze powiedzieli mi, że mam się oszczędzac, nie brac Matthew na ręce ani nie podnosic nic ciężkiego.
Już powoli zaczyna wracac mi pamięc. Harry jest moim chłopakiem, mamy syna Matthew...ale nie mam pojęcia, czy jest on synem Harryego, czy Zayna, z którym również zdarzyło mi się przespac.
Chciałam pojechac do sklepu kupic jakieś ubranka do Matthew. Wsiadłam do samochodu i spróbowałam odpalic. Nic. Spróbowałam jeszcze raz. I znowu. Żadnej reakcji. Zapala się i zgasa. a nikogo oprócz Zayna i opiekunki w domu nie ma. A chyba jego nie poproszę o pomoc...
- Co się stało? - zjawił się obok mnie.
- Samochód nie chce odpalic - odparłam. - Ale poradzę sobie.
- Nie, ty nie będziesz tego robic. Pomogę ci.
- Nie musisz, dam radę.
Malik, udając, że mnie nie słyszy, zabrał się do naprawiania samochodu. Kiedy skończył, powoli się podniósł i uśmiechnął się do mnie, po czym objął mnie i złożył delikatny pocałunek na moich ustach.
- Widzimy się za godzinę - powiedziałam, odsuwając się od niego.
- Jak to? - zdziwił się. - Przecież jadę z tobą...

6/28/2013

15

|oczami Melannie|

Leżałam na tej kanapie, płacząc. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi. Spojrzałam na chłopaków, którzy posłali Zayna, żeby otworzył. Po chwili Malik wrócił do pomieszczenia, a za nim weszła...Taylor Swift?! Co ona stąd chciała? No dobra, Harry z nią kiedyś był, ale po co miałaby tu jeszcze przyłazić? To zakończyło się przed tym, jak zaczęłam spotykać się ze Stylesem.
- Gdzie Harry? - zapytała.
- Tam, gdzie nie powinno ciebie być - burknęłam.
- Dobra, nieważne. Właściwie to przyszłam tu do ciebie.
- Do mnie? - wstałam. - Niby po co? Przecież my się nawet nie znamy.
- Oj znamy się, i to aż za dobrze.
- O czym ty do mnie mówisz?
- Ty dobrze wiesz. To przez ciebie Harry ze mną zerwał.
- Przeze mnie? Dziewczyno, zastanów się nad tym, co mówisz.
- Nie! To wszystko twoja wina!
Swift w pewnym momencie sięgnęła do kieszeni, z której wyjęła scyzoryk i wbiła mi go prosto w brzuch. Zamknęłam oczy, chwyciłam się za brzuch i krzyknęłam z bólu, gdy nożyk znalazł się na ziemi.
Kiedy otworzyłam oczy, siedziałam w mojej sypialni cała zdyszana i spocona. Nie wiedziałam, czy to był tylko sen, czy działo się to naprawdę, ale bałam się. Okropnie się bałam. I czy Harry z Louisem naprawdę...? No wiecie...czy mój chłopak byłby zdolny do czegoś takiego? Nie wygląda na to...
Do pokoju wbiegli wystraszeni chłopcy. Styles usiadł na łóżku i mocno mnie objął. Łzy lały się z moich oczu strumieniami, a on po prostu mnie pocieszał.
- Co się stało? - zapytał.
- Harry, ty nie jesteś gejem, prawda? - wyszeptałam. - Proszę, powiedz, że nim nie jesteś.
- Nie - odpowiedział. - Nie jestem nim.
Wtuliłam się w jego ramię i płakałam. Nie wiedziałam, co mam powiedzieć, zrobić. Czy powiedzieć mu prawdę? Że Matthew jest synem kogoś innego? Że znam ojca, ale nie mogę mu wyjawić, kto to? Byłby wściekły. A poza tym kocham także jego. No i co ja mam zrobić w takiej sytuacji?

*Dwa tygodnie później*

- No, nareszcie sami - uśmiechnął się chłopak, siadając na krześle kuchennym.
- Co, szczęśliwy? - zapytałam i stanęłam obok niego.
- Oczywiście.
- Hmm...a co zamierzasz zrobić z tym czasem?
- Jeszcze zobaczysz - przygryzł wargę, po czym uśmiechnął się łobuzersko.
- Czas ucieka. Tik Tak Tik Tak Tik Tak-
- Dobra, już, spokojnie. Pierwszy raz od czterech miesięcy tak ci się spieszy.
Chłopak wstał i lekko mnie do siebie przysunął. Nasze ciała dzielił dosłownie jeden centymetr. Ułamek sekundy, a już siedziałam na blacie, całując się z nim. Jeździł wargami po mojej szyi, a rękami po plecach.

*Dwa dni później*

Harry powoli opadł na łóżko i przyglądał mi się. W pokoju panowała idealna cisza. Jedynie nasze nierówne oddechy ją przerywały. Uśmiechnęliśmy się do siebie, po czym oboje zamknęliśmy oczy. Byliśmy wykończeni. Nawet nie wiem, kiedy - zasnęłam.








Hej :))
Przepraszam, że użyłam zdjęcia z mangi, ale nie wiedziałam, jakie wkleić, żeby pasowało do danej sytuacji i wybrałam to. Jednak mam nadzieję, że się nie pogniewacie za to ^^

Mrs.Horan

6/27/2013

14

|oczami Melannie|

Weszłam do pustego domu. Nikogo w nim miało nie być, bo przed chwilą odwiozłam Liama, Zayna i Nialla do klubu, a Harry i Louis mieli iść do jakichś znajomych na urodziny. Matthew spał słodko w nosidełku, które właśnie położyłam na ziemię.
Postanowiłam iść się przebrać, więc weszłam po schodach na górę. Bez pukania otworzyłam drzwi do sypialni mojej i Harryego, a to, co tam ujrzałam - zszokowało mnie.
Po cichu zamknęłam drzwi, zbiegłam na dół i wzięłam nosidełko z Matthew. Przypięłam go do siedzenia w samochodzie, usiadłam na siedzeniu kierowcy i zaczęłam płakać. Z jednej strony byłam wściekła i smutna, ale z drugiej cieszyłam się, że będę mogła być z osobą, którą naprawdę kocham...ale kogo kocham?

*Następnego dnia*

- A ty wcale nie jesteś taki dobry w łóżku, jak mówiłeś! - nie wytrzymałam i krzyknęłam.
- Louis nie narzeka!
- Co ty powiedziałeś?!
- Jaka ładna rzeka!
- Myślisz, że nie słyszałam?!
- A ty myślisz, że ja nie wiem, że zdradzasz mnie z Zaynem?!
- A ty mnie z Louisem!!
- Co?! Skąd ci to przyszło do głowy?!
- Widziałam na własne oczy!!
- Melannie, skarbie...
- Nie ma żadnego "skarbie"!! Modlę się, żeby to dziecko nie było twoje!
- Przecież wiem, że Matthew nie jest moim synem!
- Nie o Matthew mi chodzi!
- To o kogo?!
- Wiesz co? Brzydzę się tobą! Sypiałeś ze mną i Louisem naraz?! To okropne!
- A ty w tym samym czasie sypiałaś z Zaynem!! I co?! Wcale nie jesteś lepsza! Najlepiej by było, gdybym już więcej nie musiał na ciebie patrzeć!
- A więc chcesz tego? No dobrze! Wychodzę i nie wrócę więcej!

*Dwa miesiące później*

- Lan, jak się czujesz? - zapytała Justyna, siadając na kanapie obok mnie.
- Nie za dobrze - odpowiedziałam szczerze. - Już nie daję rady, nie mogę go nosić, a on cały czas chce na ręce. W ogóle brakuje pieniędzy na jedzenie. Nie sądziłam, że jak już będę miała dziecko, to będzie tak ciężko...
- Widzę po twoim stanie. A tak w ogóle to czemu rozstałaś się z Harrym?
- Nie chcę o tym mówić...
- Skoro nie to nie. Dobra, masz tu kasę, idź sobie kupić jakieś normalne ubrania a nie w dresach chodzisz.
- Justi, ja nie mogę tego przyjąć.
- No, nie możesz. Ty musisz.
- Bardzo ci dziękuję, ale nie przyjmę tego.
- Trzymaj i bez gadania.
- Dzięki.
Zostawiłam Matthew z przyjaciółką i wyszłam. Skierowałam się do centrum, ale zanim tam doszłam, ktoś mnie zatrzymał.
- Mel, ja ci wszystko wyjaśnię - zaczął chłopak. - Tylko daj mi ostatnią szansę, proszę.
- Harry, nie mamy, czego sobie wyjaśniać.
- Proszę cię, naprawdę. Nie chciałem, żeby to tak wyszło...

*Miesiąc później*

Ja i Harry znów jesteśmy parą. Wszystko sobie wyjaśniliśmy. Między nim a Louisem nic nie zaszło - tylko mi się to przyśniło - dlatego obudziłam się w łóżku.
- Przestańcie się już miziać - zaczął zrzędzić Niall, wchodząc do kuchni.
- Nikt ci nie karze się patrzeć - powiedział Harry.
- Spokojnie, chłopaki, bo zaraz się tu pobijecie. Jak Niall mówi dość, to dość - oznajmiłam i zeskoczyłam z blatu.
- No to chodźmy na górę - zaproponował Styles.
- Harry, nie mam ochoty. Jestem zmęczona, a poza tym jestem w ciąży.
- Oj no, nie daj się prosić - zrobił słodkie oczka.

*Następnego dnia*

Siedziałam na kanapie w salonie, czekając na Harryego. Już dość długo go nie było, a miał przyjść za pięć minut. Zdenerwowałam się i poszłam na górę. Weszłam do naszej sypialni. I znów. Znowu ten widok. To już przerosło wszystko. A uwierzyłam Harryemu, kiedy mówił, że tylko mi się to przyśniło. Z tego wszystkiego musiałam pewnie zemdleć, a oni zanieśli mnie do domu, do sypialni.
Tym razem nie dbałam o to, czy będą wiedzieli, że ich widziałam, czy nie. Trzasnęłam drzwiami z całej siły i zbiegłam po schodach na dół. Rzuciłam się na kanapę i zaczęłam beczeć. Od razu podbiegli do mnie Niall, Zayn, Liam i Justin, pytając, co się stało. Chciałam im wszystko powiedzieć, ale nie mogłam wydusić z siebie ani słowa. A poza tym niby jak bym im to miała powiedzieć? "Wasz kolega i mój chłopak są pedałami"? A może "Właśnie widziałam Louisa i Harryego razem w łóżku"?

6/15/2013

13

*Dwa miesiące później*

|oczami Harryego|

Przyjechaliśmy z Matthew do domu. Cały czas patrzył na nas tymi swoimi dużymi czekoladowymi oczami. No właśnie. Czemu one są czekoladowe? Przecież noworodki mają raczej jasne, niebieskie. Dopiero później im się zmieniają.
Wszyscy rzucili się, żeby zobaczyć małego, a my tylko staliśmy uśmiechnięci. Patrzyliśmy się to na siebie, to na nasze dzieciątko. Wiedziałem, że mam wszystko, co jest mi potrzebne do życia. Ale czasami zastanawiałem się, czy aby na pewno chcę z nią spędzić resztę życia? Czy na pewno taki jest mój wybór? Nie powiedziałbym, niczego jeszcze nie jestem do końca pewien...

*Rok później*

Zostawiłem Matthew pod opieką niani i wyszedłem z domu. Za dwie godziny miał rozpocząć się koncert. Melannie już tam miała czekać. Ruszyłem przez centrum miasta, aby być szybciej. Po drodze zerknąłem do okna jednej z kawiarni, bo chciałem zobaczyć, czy mój fryz się przypadkiem nie popsuł. Ale to, co zobaczyłem, przeszło wszelkie granice.
Mel siedziała w tej kawiarni z jakimś chłopakiem. Dawał jej on...pierścionek?! O co w tym wszystkim chodzi? Czemu ten gościu daje mojej dziewczynie pierścionek? Kim on w ogóle jest? Czy...czy Melannie mnie zdradza? A może to tylko dziewczyna podobna do niej?
Pokręciłem głową i poszedłem dalej. Kiedy wszedłem za kulisy, od razu spojrzałem na chłopaków i zapytałem:
- Gdzie jest Zayn?
- Jeszcze go nie ma - odpowiedział mi Louis.
- A Melannie?
- Też jej nie ma - mruknął nieco zajęty Niall.
- Dziwne - skomentowałem.
Nagle do szatni wpadł zdyszany Zayn, przeprosił nas za spóźnienie, przebrał się, poprawił fryzurę i weszliśmy na scenę. Tam zobaczyłem Mel. Stała w pierwszym rzędzie. Ale coś było nie tak. Miała grobową minę, jakby była załamana. Ciekawe, czym?

*Dwa tygodnie później*

Melannie potwierdziła moje przypuszczenia co do tego, że to NIE była ona. Byłem wtedy bardzo szczęśliwy, ale teraz zaczynam się nad tym zastanawiać...i to naprawdę. Mam z nią dziecko, ale tak naprawdę...tak naprawdę to chciałbym powiedzieć jej prawdę. Chciałbym to powiedzieć wszystkim, co do jednego człowieka na świecie...

6/11/2013

12

|oczami Melannie|

- Uff, Mel, ale ci się przytyło - skomentował Justin, gdy wszyscy siedzieliśmy w salonie.
- Ej, nie mów tak - nakazał mu Harry. - Wygląda ślicznie.
- Hahaha ale przyda jej się bieganie.
- Nie zgrubłam - wtrąciłam. - Jestem w ciąży, pajacu!
- Hahaha, jasne, ciekawe z kim!
- A na przykład z nim - wskazałam na Hazzę.
- Z Harrym? Proszę cię, przecież on jest ostrożny.
- Justin - wtrącił Harry. - Widzisz...tak naprawdę to...Melannie mówi prawdę - ona jest w ciąży ze mną.
Spojrzałam na Zayna, na którego kolanach siedziała Perrie i przyglądała nam się. Malik miał smutną minę. Bolało go to wszystko, to było widać. A ja tak bardzo chciałam go jakoś pocieszyć, poprawić mu humor. Tylko jak? Poza tym on ma tą swoją blondynkę. Nie potrzebuje mnie.
- Dobra, ja idę się położyć - oznajmiłam. - Jakoś mi słabo.
Ruszyłam po schodach na górę, ale zanim się po nich wdrapałam, zakręciło mi się w głowie i upadłam na podłogę. Ostatnie, co pamiętam, to krzyk Harryego "Dzwońcie po pogotowie!", a później już tylko ciemność i nieprzenikniona cisza.
Obudziłam się dopiero w szpitalu. Białe wnętrze było straszne. Białe ściany, biała pościel, nawet szafki białe. Spróbowałam usiąść, ale nie umiałam - byłam zbyt słaba.
- Nie wstawaj, Kochanie - poprosił mnie Harry, siedzący na krześle obok łóżka.
- Co ja tu robię? - zapytałam. - Skąd się tu wzięłam? Co z naszym dzieckiem?
- Zemdlałaś, kiedy wchodziłaś po schodach. Zayn od razu zadzwonił po karetkę.
- A co z małym?
- ...
- Harry, co z małym?!
- ...
- Chcę wiedzieć, co z moim dzieckiem.
- Nie najlepiej, tyle mogę ci powiedzieć.
- Jak to nie najlepiej?! Harry!
- Urodził się za wcześnie...może umrzeć...
- Jak to umrzeć?! Nie, on nie może umrzeć! - łzy zaczęły spływać po moich policzkach.
Zakryłam twarz dłońmi i płakałam, płakałam, płakałam. A z każdą wylaną łzą, byłam coraz bardziej wściekła na siebie, że od samego początku się nie oszczędzałam. Zamiast leżeć w łóżku, odpoczywać, chodziłam na zakupy, taszczyłam sama te wszystkie siatki, nie prosiłam nikogo o pomoc. Teraz mam. Moje dziecko może umrzeć. MOJE. No bo jak inaczej nazwać dziecko, o którym nic nie wiem? Nie wiem, kto jest jego ojcem? Nie wiem kompletnie nic.
Harry objął mnie ramieniem i zaczął pocieszać, mówiąc, że wszystko się ułoży, że mały Matthew przeżyje. Próbował też mnie jakoś rozweselić, opowiadając przeróżne kawały. Jednak nie wywołało to nawet najmniejszego uśmiechu na mojej twarzy. W tym momencie NIC nie mogło mnie rozweselić. Żaden najśmieszniejszy dowcip. Jedynie cud mógłby sprawić, że bym się uśmiechnęła. Jedynie widok mojego małego synka śpiącego w łóżeczku u nas w domu. Całego i zdrowego.

*Dwa miesiące później*

Cały czas przyjeżdżamy z Harrym do Matthew. Styles twierdzi, że mały wcale nie jest podobny do niego, a ja odpowiadam, że nie musi wyglądać tak, jak on, żeby być jego dzieckiem. Jednak ten się upiera, że to na pewno nie jest jego dziecko.
- Harry - mówiłam. - Jeśli to nie byłoby twoje dziecko, powiedziałabym ci o tym. Nie ufasz mi?
- Ufam - odpowiadał.
Bardzo się martwiliśmy o naszego synka. Co chwilę napadały go jakieś choroby. Codziennie siedzieliśmy przy nim, modliliśmy się o jego zdrowie. To była moja wina, nie oszczędzałam się, zresztą, inaczej być nie mogło. Chłopcy byli akurat w trasie, nie chciałam im jej przerywać, bo jestem w ciąży.
Akurat wróciliśmy do domu. Znów byliśmy u Matthew, w szpitalu. Agata, Justyna i reszta ich bandy wyszła gdzieś, więc myślałam, że będę miała trochę czasu dla siebie, na przemyślenia. Jednak myliłam się. W moim pokoju ktoś był...i to nie byle kto.
Stałam naprzeciw chłopaka i patrzyłam na niego. Bałam się tej wizyty, nie wiedziałam, co chce zrobić, co chce powiedzieć. Miałam tylko nadzieję, że nic złego.
- Cześć - powiedział w końcu.
- Cześć - odpowiedziałam niepewnie.
- Melannie, ja cię przepraszam - objął mnie. - Nie wiem, co we mnie wstąpiło, dlaczego zachowałem się tak wobec ciebie. Ja...chyba byłem zazdrosny. Chcę, żebyśmy nadal byli dobrymi przyjaciółmi, żeby było tak, jak dawniej. Co ty na to?
Kiwnęłam lekko głową na znak, że się zgadzam, a on objął mnie jeszcze mocniej i delikatnie pocałował. I to ma być przyjaźń? Przecież przyjaciele się tak nie całują, no nie? Mam rację? Czy może ja się mylę? Może tylko mi się tak zdaje? Może właśnie tak robią przyjaciele?

-------------------------------
No hej ^^
A więc dodaję :)) I jak się podoba? Liczę na trochę więcej komentarzy tym razem. Przewiduję, że to opowiadanie nie będzie miało więcej niż 20-30 rozdziałów. Nie mam zbytnio pomysłów, ale to nic. Będziecie mieli jeszcze dużo okazji, żeby spotkać się z moimi opowiadaniami, np.:


Kocham Was Directioners,
Mrs.Horan

6/09/2013

11

|oczami Melannie|

Kilka godzin później byliśmy już na miejscu - w pięknej Barcelonie. To tutaj miał się odbyć pierwszy koncert chłopaków w tej trasie.
- Mel, możemy porozmawiać? - zapytał Zayn, wchodząc do mojego pokoju.
- Jasne - uśmiechnęłam się. - Siadaj :)
- Ja - usiadł obok mnie. - Chciałem ci powiedzieć coś ważnego.
- Co takiego?
- Ja...nadal cię kocham. I nie obchodzi mnie teraz, co powie Perrie. Powiedz słowo, a zerwę z nią dla ciebie.
- Zayn, nie. Nie możesz zerwać z nią dla mnie.
- Ale dlaczego?
- Bo ja mam chłopaka - przyznałam.
- Czyli, że się spóźniłem - westchnął.
- Ale przecież masz cudowną dziewczynę. Czemu chcesz zerwać z nią dla mnie?
- Bo cię kocham, Melannie. I nie mogę bez ciebie żyć, rozumiesz? Nie mogę. Nie przesypiam nocy, bo myślę o tobie, kocham cię.
- Zayn, dobrze wiesz, że nie możemy być razem...
- Wiem - westchnął. - Idę do klubu.
- Sam?
- Tak, sam.
- To zaczekaj, pójdę z tobą. Nie będę siedziała sama.
Założyłam różowe baleriny i wyszliśmy z hotelu. Skierowaliśmy się do pobliskiego klubu, gdzie Malik zaczął tańczyć z jakimiś dziewczynami, a ja siedziałam, wsłuchując się w muzykę.

*Pół roku później*

Chłopcy znów pojechali w dwumiesięczną trasę. Danielle, Perrie i Eleanor są z nimi. Mają wrócić dziś wieczorem, a ja leżę sobie w bikini na hamaku przed domem. Zdążę się stąd pozbierać, zanim oni przyjadą. Najgorzej będzie, jeśli Harry dowie się o wszystkim, co działo się przez ostatnie pół roku. Jednak mam nadzieję, że mi to wtedy wybaczy...
Kiedy tak leżałam, oczy same mi się zamykały i nawet nie wiem, kiedy zasnęłam. Obudziłam się, prawie spadając z hamaka. A to przez Louisa, Nialla, Liama i Harryego. Gdyby tak nade mną nie stali, nie wystraszyłabym się aż tak bardzo. Co prawda, dalej miałam obawy co do tego, co zaraz może się wydarzyć.
- Ooo kochana, coś ci się przytyło - skomentował Louis. - Trza będzie biegać.
- Bardzo śmieszne, wiesz? W ciąży jestem - odpowiedziałam.
- Hahaha no proszę cię. Ty i w ciąży? Ciekawe, z kim.
- Z Harrym! - rzuciłam w Tommo poduszką.
Zayn, który akurat szedł z piwem, wypluł na mnie całą zawartość tego, co przed chwilą wziął do ust.
- Bardzo się cieszę, że się ze mną dzielisz - zwróciłam się do niego. - Ale jestem w ciąży i nie mogę pić.
- Jak to jesteś w ciąży ze mną? - udawał zdziwionego Harry.
- Harry, najwyższy czas im powiedzieć - stwierdziłam.
- Skoro to zaszło już tak daleko, to chyba masz rację. Najwyższa pora, żeby się dowiedzieli.
- Zaraz, zaraz. O czym? - zapytał Zayn.
No tak. To on powinien był się dowiedzieć wcześniej. Powinnam była mu powiedzieć, zanim to wszystko się wydarzyło i dopiero teraz to do mnie dociera. W ogóle powinno się to wszystko nie wydarzyć. I co ja teraz mam zrobić?
Wszystko działo się tak szybko, że nawet nie zauważyłam, kiedy chłopcy gratulowali nam dziecka, a smutny Zayn wszedł do domu. Powiedziałam Harryemu, że zaraz przyjdę i pobiegłam za Malikiem. Weszłam do jego pokoju bez pukania, zamknęłam drzwi na klucz i przytuliłam się do jego pleców. Chciałam coś powiedzieć, ale odsunął się, dając mi do zrozumienia, że mam go zostawić i sobie pójść.
- Zayn - zaczęłam. - Ja tak naprawdę nie wiem, czyje jest to dziecko. Równie dobrze może być twoje jak i Harryego.
- Nie o to tutaj chodzi - powiedział. - Tylko o to, że byłaś z moim kumplem, a w tym samym czasie sypiałaś ze mną. Nawet nie wiesz, jak to boli. Sama myśl, że sypiałem z dziewczyną mojego przyjaciela.
- Zayn, ja cię przepraszam, naprawdę. Proszę, wybacz mi...
- A dla ciebie chciałem nawet zerwać z Perrie - westchnął. - Niemożliwe.
- Zayn, ja naprawdę...
- Wyjdź stąd! Po prostu wyjdź i nie wracaj!

----------------------------------------
Hej :))
Szkoda, że nie chcieliście komentować, ale dodaję kolejny rozdział. A jeśli wciąż nie będzie komentarzy - zawieszę bloga. Tak, wiem, to szantaż, ale cóż innego mam zrobić? Te komentarze są mi potrzebne, one motywują mnie do dalszego pisania. A kiedy nie chcecie komentować, ja nie wiem, czy mam dalej pisać, czy raczej "iść się paść". Jeśli pod tym rozdziałem nie będzie ani jednego komentarza - nie dodaję kolejnego. Przykro mi ;(

Mrs.Horan

6/08/2013

10

(Tydzień później)

|oczami Melannie|

Jeszcze nie powiedziałam Harryemu jaka jest moja decyzja. Sama nie wiedziałam, co mam zrobić. Ale postanowiłam dziś mu powiedzieć. Po długim namyśle już wiem. Wiem, co mu odpowiem.
- Gdzie Harry? - zapytałam, przechodząc przez salon na parterze.
- U siebie w pokoju - odpowiedział mi Justin. - A coś się stało?
- Nie, nic się nie stało. Po prostu chciałam z nim pogadać - uśmiechnęłam się.
 A o czym chciałaś z nim pogadać? - zaciekawił się Zayn. - Bo może mógłbym odpowiedzieć na twoje pytanie, jeśli masz jakieś do niego.
- Nie sądzę :)) Uważam, że powinnam o tym porozmawiać z Harrym.
Chłopak tylko posmutniał i patrzył na mnie swoimi czekoladowymi oczami. Ja tylko delikatnie się uśmiechnęłam i pobiegłam na górę. Zapukałam do drzwi sypialni Stylesa, a po krótkim "proszę" weszłam. Zamknęłam za sobą drzwi i spojrzałam na Loczka, który patrzył na mnie z uśmiechem. Odwzajemniłam gest i mocno się do niego przytuliłam.
- Kocham Cię, Harry - szepnęłam mu na ucho.
- Czyli to znaczy, że będziesz moją dziewczyną? - zapytał z nadzieją.
- Tak, głuptasie!
- Kocham Cię.
Chłopak powoli przybliżył się do mnie i złożył delikatny pocałunek na moich ustach. Nie przerywałam tej chwili, w końcu od tej pory to mój chłopak, niech mnie całuje.
- Chodźmy powiedzieć reszcie - poprosił.
- Zaczekajmy z tym jeszcze.
- Co? Czemu?
- Chcę zobaczyć, czy się domyślą sami :))
- No dobra, możemy zaczekać.

(Pół roku później)

Chłopcy dalej się nie domyślają, że chodzę ze Stylesem. Zayn jest z tą swoją Perrie, a ja mam Harryego. No i wszyscy zadowoleni. Tylko, że w końcu musimy powiedzieć im o naszym związku.
- Kiedy im powiemy? - zapytał Loczek, gdy leżeliśmy na podłodze, wpatrując się w sufit.
- Nie wiem - przyznałam. - Szczerze to trochę się boję im powiedzieć.
- Dlaczego? O.o
- Boję się ich reakcji. A co, jeśli źle to przyjmą?
- Nie martw się, dobrze to przyjmą. Ale oczywiście nie powiemy im, dopóki ty nie będziesz gotowa na to wyznanie :))
- Dzięki, że mnie rozumiesz ^^
- Nie dziękuj, przecież jestem twoim chłopakiem, zrozumiem cię zawsze :))

(Tydzień później)

- Kocham Cię - szepnął mi Harry, gdy leżeliśmy już obok siebie.
- Ja cię też - odszepnęłam z uśmiechem.
- A pojedziesz z nami na tą trasę?
- No pewnie, że pojadę. Jakżebym mogła nie pojechać?
- No nie wiem, może nie chcesz.
- Chcę, Skarbie.
- Ej, ludzie!! Wstawać, bo się spóźnimy na samolot!! - krzyknął Louis zza drzwi pokoju.
- O cholera! - skomentował Harry.
Szybko się ubraliśmy i wyszliśmy z pokoju. Ja poszłam do siebie. Justyna z Agatą spały, więc po cichu napisałam do nich liścik, który zostawiłam na biurku, wzięłam walizkę i zeszłam na dół.

-----------------------------------
Hej :))
Wiem, niektórzy z Was mają mnie ochotę za to udusić :P Ale co mi tam. Raz się żyje, no nie? A jak się podobała zapowiedź? :)) Mam nadzieję, że opowiadanie się podoba. Następny rozdział jak będzie chociaż 1 komentarz - taki mały szantażyk xD

Kocham Was Directioners,
Mrs.Horan 

Hej :))

Hej :))
Zanim dodam następny rozdział, chciałabym Wam coś pokazać :D Bardzo zależy mi na tym, abyście zapoznali się z moim pomysłem, na dalszą część tego bloga, więc, proszę, obejrzyjcie ZAPOWIEDŹ BLOGA "AS LONG AS YOU LOVE ME" na kanale YouTube ^^ Jeśli macie jakieś zastrzeżenia co do tego, to piszcie śmiało ;)

Kocham Was Directioners,
Mrs.Horan

P.S. Zaraz dodam nową stronę, gdzie będę publikowała Wasze pytania. Więc śmiało możecie pisać w komentarzach lub na e-mail: czesio1020c@wp.pl   ^^  Chętnie odpowiem na wszystkie Wasze pytania :*

6/07/2013

9

|oczami Melannie|

Szliśmy ulicą co kilka kroków zaciągając się dymem. Przyjemnie było znów spędzić trochę czasu z Zaynem. Kiedy patrzyłam na niego, zaciągającego się papierosem, zadawałam sobie pytanie - dlaczego odmówiłam bycia jego dziewczyną? Dlaczego zdaję sobie sprawę z błędu, jaki popełniłam, dopiero teraz, kiedy on jest zajęty? Kiedy nic do mnie nie czuje? Kiedy jest zapatrzony w tą swoją blondynę jak w obrazek?
- Melannie - zaczął nagle. - Ja... eee... yyy... nooo... przepraszam cię.
- Za co?
- Za to, że musisz nas znosić.
- Was czyli kogo?
- Mnie i Perrie. Wiem, że moje przeprosiny nic tu nie wniosą, ale jednak to zawsze coś. Nie chcę, żebyś miała do mnie żal.
- Żal? Do ciebie? Niby za co?
- No nie wiem, na przykład za to, że jeszcze pół roku temu pytałem ciebie, czy będziesz moją dziewczyną, a teraz mam już inną.
- Nie mam do ciebie żalu. Bardziej mam go do siebie. W końcu to ja odmówiłam tobie.
- Melannie, ja muszę ci się do czegoś przyznać... ja... - przerwał mu dźwięk mojego telefonu.
- Przepraszam cię - powiedziałam, patrząc na ekran. - To Harry.
Odeszłam trochę od Malika i odebrałam.
- Słucham?
- Melannie? - usłyszałam głos Loczka. - Możemy się spotkać?
- Jestem teraz na spacerze.
- Wiem. Ale tak myślałem, jak poszłaś...muszę ci się do czegoś przyznać. Ale to nie jest rozmowa na telefon.
- Ehh...no dobrze. W takim razie spotkajmy się za piętnaście minut w Milk Shake City.
- Okay, będę na pewno.
- Pa.
- Pa.
Rozłączyłam się i wróciłam do Zayna, przyglądającego mi się. Uśmiechnęłam się do niego lekko.
- Harry poprosił mnie o spotkanie - wyjaśniłam. - Mam być za piętnaście minut w umówionym miejscu.
- Aha.
- Ty też lepiej idź do swojej dziewczyny, bo będzie się martwiła.
- Tak zrobię. To cześć.
- Cześć.
Poszłam w swoją stronę, a on w swoją. Powoli kierowałam się do Milk Shake City, a kiedy już tam byłam, ujrzałam Harryego robiącego sobie zdjęcia z fanami. Nie chcąc mu przerywać, stanęłam niedaleko i czekałam, aż mnie zauważy.
- Cześć - uśmiechnął się do mnie.
- Hej - odwzajemniłam uśmiech. - Co się stało tak ważnego, że odciągnąłeś mnie od spaceru?
- No bo wiesz...eee...może wejdźmy do środka, zamiast stać na zewnątrz.
Weszliśmy do środka i usiedliśmy przy jednym ze stolików. Przez chwilę siedzieliśmy w milczeniu, ale w końcu Styles zaczął mówić:
- Melannie, chodzi o to, że...podobasz mi się i...po prostu nie chcę, żeby Zayn mnie wyprzedził, ale nie wiem, jak mam ci to powiedzieć...ja...kocham cię i...będziesz moją dziewczyną?
- Harry, ja...nie wiem.
- Co? - zdziwił się.
- Nie wiem. Po prostu...dobra, powiem ci szczerze, to samo, co powiedziałam Zaynowi pół roku temu. Jesteś znany na całym świecie. A ja jestem zwykłą dziewczyną. Nie możemy być razem.
- Melannie, to, że jestem sławny, nie liczy się. Liczy się nasze uczucie. Chyba, że nic do mnie nie czujesz, to powiedz to wprost. Jakoś to zniosę.
- Daj mi czas to przemyśleć.
- Dobrze - westchnął. - Ile?
- Co ile?
- Ile czasu potrzebujesz?
- Nie wiem, tak długo, aż będę wiedziała, co do ciebie czuję. Czy jest to przyjaźń, czy coś więcej.
- No dobrze. Przemyśl to i daj mi znać.

---------------------------------------
Hej :))
Przepraszam Was, że długo nie dodawałam, ale jakoś nie miałam weny na pisanie. Ale teraz jej przybywa. No, jak sądzicie? Z kim będzie Melannie? Z Harrym czy z Zaynem? A może z kimś zupełnie innym? Może wróci do Dawida? A może stanie się coś nieoczekiwanego? Coś, czego nikt nie przewidział? Wszystkiego dowiecie się czytając kolejne rozdziały.

Kocham Was Directioners,
Mrs.Horan

5/21/2013

8

|oczami Zayna|

Wreszcie zdobyłem się na odwagę i zapytałem Melannie:
- Będziesz moją dziewczyną?
- Zayn - zaczęła. - Ja...nie mogę...przepraszam.
Spojrzałem na nią lekko zdezorientowany. Przed chwilą oddawała moje pocałunki, a teraz odmawia bycia moją dziewczyną? To trochę bezsensowne...
- Przepraszam, nie chciałam, żeby to tak wyszło, ale ja nie mogę...
- Dlaczego? - zapytałem smutno.
- Zayn, ty jesteś wielką gwiazdą muzyki, a ja? Ja jestem nikim.
- Nieprawda. Dla mnie jesteś wszystkim, całym światem.
- Zayn, ale co powiedzą ludzie? Że jesteś ze zwyczajną dziewczyną. Przykro mi, ale nie możemy być razem...

|oczami Melannie|

*Dwa miesiące później*

Moje osiemnaste urodziny. Dziś wyprowadzamy się ze znajomymi do Londynu. Nie mogę się doczekać, żeby zobaczyć Big Bena, Tower Bridge i to wszystko. Już czuję, że będzie odlotowo.
Wysiedliśmy z taksówki, która zawiozła nas z lotniska tuż pod nasz nowy dom. Był dwupiętrowy. Pierwsze piętro należało do jakichś chłopaków, drugie do nas, a parter był wspólny. Ale i tak nie mieliśmy zamiaru tam schodzić, więc nie było problemu.
Weszliśmy do domu i o mało co serce by mi stanęło w miejscu. A chłopcy tylko spojrzeli na mnie z uśmiechami. Zayn zapytał:
- Co się stało?
- Nic - skłamałam. - A co się miało stać?
- No nie wiem - powiedział, obejmując jakąś laskę.
Szczerze mówiąc, lekko zirytował mnie ten widok, ale musiałam to jakoś przeboleć, nie mogłam dać po sobie poznać, że coś się dzieje. Poszłam za znajomymi na nasze piętro i wybrałam sypialnię, którą dzieliłam z Justyną i Agatą. Usiadłyśmy na łóżkach, a na kolana wzięłyśmy jedną ze swoich walizek. Po chwili jednak Justyna wstała, otworzyła okno i zapaliła papierosa, po czym wzięła jednego dużego bucha i podała go Agacie. Ta zrobiła to samo, po czym przekazała go mi. Zaciągnęłam się dymem, a po chwili oddałam go Justi i rozpoczęłam rozpakowywanie rzeczy.
- Nie, no, nie ogarniam - powiedziałam. - Mam tyle rzeczy, że nie wiem, gdzie je dać.
- Pod łóżko - podpowiedział Dawid, wchodząc do pokoju.
- No chyba śnisz. Moje ciuszki dawać pod łóżko? Nigdy!
- No dobra, dobra, spokojnie. Nie bulwersuj się już tak.

*Następnego dnia*

- Ej, laska - zwróciła się do mnie blondyna, która wczoraj obściskiwała się z Malikiem. - Ten chłopak, z którym spędzasz tak dużo czasu, on...no wiesz...jesteście razem?
- Chuj cię to obchodzi - mruknęłam, popijając łyk kawy.
- No bo wiesz...tak mi się wydaje, że mój Zayn go nie polubił. I chciałabym, żebyś trzymała swojego chłopaka na górze.
- Z tego, co pamiętam, to parter jest wspólny, więc nie będę trzymać go na górze. Może sobie tu siedzieć przecież, czy mu zabronisz? - przeszłam do przedpokoju. - Wychodzę, ludzie! - zawołałam, zakładając buty.
- Gdzie? - zapytał Dawid, siedzący w salonie.
- Na spacer.
- Pójdę z tobą - zaoferował Malik, wykonując tę samą czynność, co ja.
- Nie musisz - powiedziałam. - Nie jestem małą dziewczynką, poradzę sobie.
- Ale chcę, trochę świeżego powietrza mi się przyda.
- No to ty idziesz w swoją stronę, ja w swoją. Nie będę się z tobą na mieście pokazywać.
- Dlaczego? - zapytał, otwierając mi drzwi.
- Zayn, czy ty nie rozumiesz? Ty jesteś gwiazdą, a ja nikim. Nie możemy nawet się przyjaźnić.
- Chociaż spróbujmy.
- Ehh...no, dobrze...ale tylko przyjaźń...
- Jestem Zayn, miło mi :))
- Melannie :))
Kiedy tylko odeszliśmy dalej od domu, wyciągnęłam z kieszeni paczkę papierosów, dałam jednego Zaynowi, a sama zapaliłam jednego. To mnie uspokajało, nic nie mogło bardziej mnie odstresować niż palenie. Chyba się uzależniłam...


------------------------------------
Hejooo, a więc jest już 8 :D Dziękuję Wam za tak liczną sumę wyświetleń, jesteście wspaniali!! Mam nadzieję, że mój blog Wam się podoba, przynajmniej na razie :D

Kocham Was Directioners,
Mrs.Horan

5/19/2013

7

|oczami Melannie|

- Zayn, ja...
Moją wypowiedź przerwały krzyki i piski wokół nas. W pewnym momencie Zayn zniknął w tłumie i już więcej go nie widziałam.
"Szkoda, że nie mam na tyle odwagi, żeby ci powiedzieć" - pomyślałam smutna.
Wróciłam do domu, gdzie siedzieli Niall, Louis, Liam, Harry i Justin. Nie chciałam z nikim teraz rozmawiać, więc poszłam do swojego pokoju, na górę. Zamknęłam drzwi na klucz i włączyłam muzykę na głośnikach. Wsłuchując się w rytmy piosenki Biebera "Pray", myślałam nad wszystkim, co wydarzyło się w ciągu ostatnich trzech dni. Czy to możliwe, żeby Zayn naprawdę mnie kochał? A może tylko tak mówi, bo chce mnie zaliczyć? Narobić nadziei i zostawić? Jednak muszę wierzyć, że coś do mnie czuje. Nie mogę się zniechęcić, nie teraz. Muszę jakoś się dowiedzieć, czy to prawda, czy nie...ale jak??
Wyszłam z pokoju i zeszłam na dół do kuchni, gdzie zrobiłam sobie parę kanapek. Usiadłam w salonie na kanapie. Niedługo później przyszedł Zayn, który dosiadł się do mnie. Siedzieliśmy tak dość długo w ciszy, kiedy on ją przerwał:
- Chciałaś mi coś powiedzieć.
- Co?
- Chciałaś mi coś powiedzieć, tam, w parku.
- Aa tam. Nie, to nic ważnego.
- Mam do ciebie pytanie.
- Jakie?
- Do kogo była ta karteczka?
- Jaka karteczka?
- Z trzema słowami - I love you.
- To...ja...eee...no wiesz...do...do Nialla!
- Do Nialla?
- Tak, do Nialla!
- Co do mnie? - wparował do pokoju. - Żelki do mnie?
- Nie, karteczka - powiedział Zayn i podał mu ją.
- Od kogo?
- Od Melannie.
- Mel?
- Tak, to ode mnie...
Ja pierdole, jaka ja głupia jestem!! Po prostu gratuluję sobie inteligencji!

*Trzy miesiące później*

Chłopcy postanowili, że zostaną na jakiś czas, póki ja się nie wyprowadzę z Polski. Będą tutaj wracać po każdym koncercie. Ja nadal nie wyznałam Zaynowi, co do niego czuję, a Niallowi wyjaśniłam całą tą sytuację, gdy Malik poszedł do siebie.
Wyszłam ze szkoły i stanęłam jak wryta. Czy...czy to jest prawda, co ja widzę? Co on tu robi? Przecież mieli być dzisiaj na ostatnim koncercie.
- Hej - uśmiechnął się Zayn.
- Cześć - odwzajemniłam uśmiech. - Co ty tu robisz?
- Przyszedłem po ciebie.
- Po co? Trafiłabym sama do domu.
- Ale ja muszę ci coś powiedzieć. Ja...Kocham Cię, Mel...i chciałem zapytać...
Zanim zadał pytanie, przybliżył się do mnie i złożył delikatny pocałunek na moich ustach. Ta chwila mogłaby trwać wiecznie, ale odsunął się, by zapytać:
- Będziesz moją dziewczyną?







-----------------------
 No tak, przepraszam, że taki krótki (znów), ale jak już mówiłam, mam inne blogi oprócz tego, które muszę skończyć, a pomysłów na nie nigdy dość.

Kocham Was Directioners,
Mrs.Horan

5/05/2013

6 - 3OS. L.POJ.

"Gdzie ona może być? - zastanawiał się Zayn, przemieszczając się nieznanymi sobie ulicami ogromnego polskiego miasta. - Musi być przecież jakieś miejsce, gdzie lubi przebywać"
- Zayn, gdzie ty idziesz? - usłyszał za sobą pytanie, które zadał jego kumpel.
- Justin - odwrócił się. - Powiem ci prawdę - szukam Melannie.
- Po co jej szukasz?
- Bo chcę jej coś powiedzieć.
- Wyjawisz jej, że ją kochasz?
Między chłopakami zapadła niezręczna cisza, której żaden z nich nie śmiał przerwać. Oboje wiedzieli, czym mogłoby to się skończyć. Wiedzieli, że mogłaby wybuchnąć kolejna kłótnia i chcieli jej za wszelką cenę uniknąć. Lan była ostatnio częstym powodem sprzeczek między nimi.
- Może będzie na placu - zaproponował w końcu Bieber.
- Na jakim placu? - zdziwił się Mulat.
- Na tym, który ostatnio mi pokazywała. Nie pamiętasz, że zabrała mnie na miasto, żeby pokazać mi swoje ulubione miejsca?
- No, pamiętam, ale nie wiedziałem, że jest tu jakiś park.
- Jest. Dość piękny. Chodź.
Justin i Zayn ruszyli w nieznanym Mulatowi kierunku. Szli może z pięć, dziesięć minut, aż w końcu wyrósł przed nimi piękny, duży park. Po chwili zobaczyli jakąś samotną postać, siedzącą pod jednym z drzew.
- Idź do niej, a ja tu zaczekam - powiedział Justin do Malika.
- Co, nie! Nie pójdę tam sam.
- Dlaczego?
- Słuchaj, ona chyba chciała mi coś powiedzieć. Zanim wyszedłem z domu, ona była u mnie. Chciała coś powiedzieć, ale nagle wstała i wybiegła z domu...
- No to tym bardziej musisz porozmawiać z nią na osobności! Leć!
Justin popchnął Zayna w stronę siedzącej pod drzewem dziewczyny, a ten przez chwilę wahał się, czy podejść, ale w końcu usiadł obok niej. Ona zaś spojrzała na niego swoimi pięknymi oczami. Była lekko poddenerwowana, może z powodu, że właśnie On siedział obok niej?
- Zgubiłaś coś - uśmiechnął się Malik, podając karteczkę znalezioną przy drzwiach.
- Dzięki - wzięła ją.
- Dlaczego uciekłaś? - podjął temat, choć bardzo się bał znać prawdę. - Chciałaś mi coś powiedzieć. Coś bardzo ważnego, mam rację?
- Zayn...ja...
Jej wypowiedź przerwały nagłe krzyki i piski wokół nich, a po chwili Zayn zniknął w tłumie dziewczyn i Melannie już Go więcej nie widziała.
"Szkoda, że nie mam na tyle odwagi, żeby ci powiedzieć" - pomyślała i wróciła do domu.

-----------------
Hej, przepraszam, że takie krótkie rozdziały i tak rzadko dodaję, ale nie mam za bardzo czasu na pisanie z tego powodu, iż prowadzę także inne blogi. Jednakże mam nadzieję, że niedługo się to poprawi, gdyż zbliżam się do końca jednego z nich :))

Kocham Was Directioners,
Mrs.Horan

Hej :))

Hej :))
Przepraszam Was bardzo za to, że nie publikuję ostatnio rozdziałów, ale nie mam za bardzo czasu, prowadzę też inne blogi i muszę je najpierw dokończyć. Ale obiecuję, że jak tylko będę mogła, dodam coś :)) Na pewno to będzie w nadchodzącym tygodniu, to mogę Wam zapewnić :))

4/11/2013

5

Zayn zabrał mnie na komedię romantyczną. Podczas filmu trochę się do mnie przysunął i objął mnie, ale kiedy spojrzałam na niego, chciał zabrać rękę. Jednak dałam mu wyraźnie znać, żeby tak zostawił. W pewnym momencie powoli się do mnie przysunął i złożył delikatny pocałunek na moich ustach.
Wyszliśmy z kina i skierowaliśmy się do pobliskiej restauracji. Zamówiliśmy jedzenie, a gdy na nie czekaliśmy, Malik powiedział:
- Kocham Cię.
- Zayn, ja... ja...
- A ty...? Czujesz coś do mnie? - zapytał niepewnie.
- Ja...nie wiem...
- Rozumiem. Przepraszam, że w ogóle pytałem...
- Nie, nie szkodzi... To ja przepraszam... Chciałam powiedzieć coś innego...
- Melannie...?
- Hm?
- Wracajmy już.
- Ale jedzenie...
- Weźmy na wynos. Kupię też coś dla chłopaków.
Zayn odszedł od stolika, a ja czekałam na niego. Chciałam coś powiedzieć, ale nie wiedziałam, co. Popełniłam ogromny błąd i wiedziałam o tym, jednak nie umiałam go naprawić...
- Kocham Cię, Zayn... - szepnęłam sama do siebie.

UWAGA!!! PISANE W 3 OSOBIE LICZBY POJEDYNCZEJ!!!

Zayn i Melannie wrócili do domu. Zawołali chłopaków, po czym wszyscy usiedli do stołu i zaczęli jeść. Pani Basia miała wrócić dość późno, a Justin miał dla niej i dla swojej siostry niespodziankę. Postanowił, że pierwsze powie Mel, a później cioci.
- Melannie - zaczął. - Wynajęliśmy dom, zamieszkasz w nim.
- Co?? - zdziwiła się dziewczyna.
- Wynajęliśmy tobie dom, jak będziesz pełnoletnia, zamieszkasz w nim.
- O nie, nie, nie! Ja już mam plany na swoją pełnoletność. Wyprowadzam się razem ze znajomymi z tego kraju.
- Co? Czemu?
- No bo nie mam tu gdzie mieszkać?
- Jak to nie masz tu gdzie mieszkać?
- Darek jest zadłużony na piętnaście tysięcy złotych, zabrali dom mamy...
- Czekaj, czekaj, czekaj! - wtrącił Zayn. - Ten sam, do którego przyjechałem po ciebie?
- No, tak.
- Myśleliśmy, że go sprzedajecie. Kupiliśmy go.
- I teraz ty w nim zamieszkasz na nowo - uśmiechnął się Jus.
- Jasne, dzięki, chłopaki, ale to nie zmienia faktu, że po osiemnastce wyprowadzam się z tego kraju.
- No dobrze, dobrze. Niech ci będzie.

(Pół roku później)

- Lan, jesteś gotowa?! - krzyknęła Agata z dołu.
- Już schodzę! - zawołała Melannie.
Pięć minut później byli w drodze na lotnisko, a po paru godzinach siedzieli już w swoim nowym domu. Po wybraniu sobie pokoju Mel rozpakowała wszystkie swoje rzeczy i wyszła do ogródka trochę popływać, założywszy wcześniej kostium.
Ciągle myślała o Zaynie, nie mogła wyrzucić go ze swojego umysłu. Krążył po nim bez przerwy.

(Miesiąc później)

Nie umiała, stchórzyła. Miała szansę mu powiedzieć, ale nie dała rady... Ale jak ona mu chciała powiedzieć? Przez tą głupią karteczkę? I co niby miałaby z nią zrobić? Pokazać mu ją i powiedzieć "Tak, to prawda"? To bez sensu...


|oczami Zayna|

Chciała mi coś powiedzieć, ale w końcu szepnęła tylko krótkie "Przepraszam" i wybiegła z pokoju. Pobiegłem za nią, ale już jej nie dogoniłem. Jednak na podłodze przy drzwiach leżała jakaś karteczka. Podniosłem ją i przeczytałem, co jest na niej napisane. Trzy słowa - "I love you".

"To dlatego wybiegła - pomyślałem. - Chciała mi powiedzieć coś ważnego".
Czy to mnie kocha? Czy może chciała mi powiedzieć, że darzy tym uczuciem kogoś innego? A może ta karteczka nie odnosiła się do sytuacji, która miała miejsce przed chwilą? Odpowiedź znała tylko jedna osoba - Melannie.
Postanowiłem, że muszę z nią szybko porozmawiać. Założyłem buty, kurtkę i wyszedłem z domu, bez słowa wyjaśnienia skierowanego w stronę chłopaków...



--------------------------
No i robi się coraz ciekawiej. Czy Melannie kocha Zayna? A może, tak jak on sądził, kogoś innego? Dowiecie się w następnym odcinku :D Paulino, dziękuję ci, to ty natchnęłaś mnie do napisania kolejnego rozdziału. Jest krótki, ale to zawsze coś. Dziękuję ci bardzo ;*

Kocham Was Directioners,
Mrs.Horan

4

|oczami Zayna|

Jak mogłem z nią spać? No, dla mnie super. Ale jej się nie spodobało sądząc po tym, że...
- Co jest? - moje rozmyślania przerwał Justin.
- A nic - odpowiedziałem. - Myślałem o twojej siostrze. Dlaczego z nami nie pojechała?
- Nie mam pojęcia, ale nie martw się. Ona się w tobie zakochała.
- Tak?!
- Tak naprawdę to mówiła coś, że musi chodzić do szkoły.
- Nie o to mi chodzi. Powiedziała ci, że się jej podobam?
- A co? Zakochałeś się w mojej siostrzyczce?
- To nie na temat! - oburzyłem się.
- Zakochana para - zaśmiał się Harry.
- Zayn i siostra Biebera! - dodał Louie.
- Przestańcie, mam tego dość! - krzyknąłem. - A poza tym Melannie i tak mnie nie lubi.
- Taaa jasne. Powiedzmy, że ci wierzymy.

(Dwa miesiące później)

- Chłopaki, jedziemy do Mel! - krzyknął radośnie Justin. - Scooter dał mi wolne, więc Paul powiedział, że wy też macie wakacje!
"Oh yeah!" - krzyknąłem w duchu i uśmiechnąłem się szeroko.
- No, no, nasz Zayn bardzo się ucieszył - zaśmiał się Biebs. - Chodź, muszę ci coś powiedzieć.
Przeszliśmy oboje do kuchni, gdzie, o dziwo, nikogo nie było.Usiadłem na krześle obok stołu i spojrzałem na kumpla.
- Umówiłem cię z Mel... - powiedział w końcu.
- Co zrobiłeś?! - przerwałem mu. - Jebnięty jesteś! Będzie mnie miała za kompletnego idiotę!
- Spokojnie, daj mi skończyć. Zgodziła się. Jesteście umówieni na pierwszą środę, jak tylko przyjedziemy.

|oczami Melannie|

Nareszcie koniec roku i chłopcy przyjeżdżają. Nie mogłam się doczekać ich pobytu tutaj. Zwłaszcza, że Justin umówił mnie z Zaynem. Tylko żeby też coś do mnie czuł, a nie...
- Hej, Lan - z rozmyślań wyrwał mnie Did, który siedział przede mną. - Idziesz z nami dzisiaj do kina? Leci zajebisty horror.
- Wiesz, nie jestem już w paczce, więc raczej nie...
- Ale wszyscy chcą, żebyś wróciła - wtrącił Dawid siedzący obok niego.
- A ty najbardziej - mruknęłam sarkastycznie.
- To oczywiste, skarbie - uśmiechnął się zalotnie. - Chcę, żeby było tak, jak dawniej. Żebyśmy znów byli kochającą się parą.
- Dawid, wiesz, że już nie będzie tak jak dawniej.
- To chociaż chodź z nami do tego kina.
- Ehh... no dobra... O której?
- O szesnastej będziemy po ciebie.
- Okay...
Naszą wymianę zdań przerwał nauczyciel, który życzył nam wesołych i bezpiecznych wakacji. Po dzwonku wszyscy wyszliśmy z klasy. Ostatnia lekcja w tym roku szkolnym już za nami.

(Dwa dni później)

- Lan, to kiedy idziemy na zakupy? - zapytała Cola, gdy byliśmy w parku.
- Na jakie zakupy? - zdziwiłam się.
- Nie pamiętasz, że umawiałyśmy się na zakupy? Ale w końcu nie uzgodniłyśmy, kiedy.
- Nie wiem... chłopaki mają w któryś dzień przyjechać...
- Ty znowu z tymi lalusiami? Daruj ich sobie, dla nich jesteśmy nikim. Po co ty w ogóle z nimi rozmawiasz? Wystawią cię prędzej czy później, a nie tak jak my.
- Wiesz, jeden z tych "lalusi" to mój brat.
- Co ty pierdolisz?
- No, Justin to mój brat.
- O ja pierdziele! Przecież jaka to ciota jest, to się w głowie nie mieści.
- No to właśnie widzę twojego braciszka - powiedział Chris, popijając piwo.
Spojrzałam w kierunku wskazywanym przez niego i zobaczyłam Justina oraz całe One Direction. Jednak wróciłam do podziwiania papierosa w mojej ręce.
- Cześć Mel - usłyszałam głos brata za sobą. - Już jesteśmy.
- Ooo to fajnie - odwróciłam się.
- Co ty robisz, powiedz mi. Najpierw to z Zaynem, a teraz zaczęłaś już palić nałogowo?
- Nie no co ty. Już wcześniej paliłam.
- No to przestań. Wyrzuć to.
 - Nie.

(Cztery dni później)

Dziś randka z Zaynem. Strasznie się stresuję. A co jeśli Jus kłamał i Malik nic do mnie nie czuje? Co jeśli tylko udaje, żeby nie sprawić mi przykrości?
- Ślicznie wyglądasz, córciu - skomentował Darek, siedzący w kuchni. - Wybierasz się na jakieś urodziny?
- Po pierwsze nie jestem twoją córką, a po drugie wybieram sukienkę, w której dziś wyjdę. Co sądzisz o tej?
- Noooo ładna, ale... - przerwał mu dzwonek do drzwi.
Pobiegłam otworzyć, ale gdy mijałam lustro, zatrzymałam się i poprawiłam włosy, żeby nie wyglądać jak sto nieszczęść. To, co zobaczyłam za drzwiami, przeraziło mnie. Mianowicie zastałam tam dwóch komendantów policji.
- Dzień dobry - powiedziałam uprzejmie. - Mogę w czymś pomóc?
- Dzień dobry - przywitał się wyższy. - Komisarz Cymbał i podkomisarz Kowalski, szukamy pana Dariusza Cycka. Zastaliśmy go może?
- Tak, jest w domu.
- A pani kim dla niego jest, jeśli możemy wiedzieć.
- On jest moim ojczymem. A o co chodzi? Dlaczego go szukacie?
- Pan Dariusz jest zadłużony na piętnaście tysięcy złotych. Niestety musimy przejąć dom i wszystkie wartościowe urządzenia znajdujące się w nim.
- A moich rzeczy nie mogą państwo zostawić? - zapytałam z nadzieją.
- Właściwie to możemy zrobić wyjątek, aby nie została pani z niczym. A ma pani gdzie pójść?
- Zamieszkam z ciocią.
- Dobrze, może pani zawołać pana Dariusza?
- Darek! - zawołałam do wnętrza domu. - Panowie do ciebie!
Po chwili Darek zjawił się obok mnie, a ja poleciałam do swojego pokoju i zaczęłam pakować wszystkie swoje rzeczy do walizek i pudeł. Później zadzwoniłam do cioci Basi.
- Halo? - usłyszałam w słuchawce.
- Cześć, Justin. Jest ciocia?
- Nie ma jej, poszła gdzieś.
- A moglibyście po mnie przyjechać jej największym samochodem?
- Jasne, wiesz co? Zayn przyjedzie po ciebie nim jak będziecie mieć tą randkę. A po co?
- Dowiesz się w swoim czasie. Na razie.
- Cześć.

(Ten sam dzień, godzina 18.00)

- Hej, ślicznie wyglądasz - uśmiechnął się Zayn, gdy tylko mnie zobaczył.
- Dzięki, ty też niczego sobie - odpowiedziałam. - Mógłbyś mi pomóc przenieść te pudła do samochodu?
- Jasne, idź wsiadaj.
- Co? Nie, musimy to pierwsze przenieść.
- Sam to wszystko przeniosę. Wsiadaj do samochodu.

------------------------------- 
Heeey, przepraszam, że dawno nie pisałam, ale nie miałam żadnych pomysłów. To, że pojawił się nowy rozdział, jest zasługą najlepszej kumpeli pod Słońcem, Pauliny. I to jej chcę dedykować ten rozdział. Gdyby nie ona, opowiadanie zatrzymałoby się na trójce :D Dzięki, Paula <3 I dodaję do autorów ;*

Kochamy Was,
Paulina
Mrs.Horan

3/02/2013

3

Wieczorem całe One Direction i Justin przyszli po mnie. Nie zdziwiło mnie wcale skąd wiedzą, gdzie mieszkam. Pewnie ciocia im powiedziała.
- Ja zmykam - zawołałam do "taty".
- Dokąd się wybierasz? - zapytał.
- Wychodzę ze znajomymi.
- O nie, moja droga. Nigdzie nie idziesz, marsz do swojego pokoju.
No dobra, kazał mi iść do pokoju. Poszłam. Zamknęłam drzwi na klucz, zgasiłam światło i otworzyłam okno. Dobrze, że mój pokój nie był na piętrze, jak łazienka. Już chciałam wyskoczyć przez okno, kiedy ktoś zapukał do drzwi domu.
- Ktoś ty? - usłyszałam głos ojczyma.
- Justin Bieber - odpowiedział inny głos. - Z radością stwierdzam, że Melannie wygrała tydzień ze mną i moimi kumplami. Chciałbym teraz ją wziąć, jeśli można.
- No jasne, że można. Melannie, pakuj się!
- Po co? - wyszłam z pokoju i udałam zaskoczoną, widząc JB.
- Pojedziesz z Justinem.
- Dokąd?
- Wygrałaś z nim tydzień.
- Aaa! Już lecę się pakować!
Pobiegłam do pokoju, wrzuciłam do torby podróżnej  sukienkę, balerinybluzę, TO (oprócz torby) oraz TO i kosmetyki. Kiedy wyszłam z pokoju, bez słowa ominęłam "tatę" i wsiadłam do samochodu chłopaków.
- A teraz powiedzcie mi, gdzie mam się przebrać, geniusze - zaczęłam się z nich nabijać, sama nie wiem czemu.
- Nie martw się, siora - powiedział Justin. - Najpierw jedziemy do hotelu, bo Horan nam zgłodniał i cały się poplamił. Tam się przebierzesz.
- Okeey.
Podjechaliśmy pod hotel, w którym byli zameldowali chłopcy. Zdziwiło mnie trochę, że mieli osobne pokoje.
- Możesz przebrać się u mnie - zaproponował Zayn.
- Jasne, dzięki.
Zaprowadził mnie do swojego pokoju, gdzie założyłam sukienkę i zrobiłam sobie lekki makijaż. Wyszłam z jego łazienki i zastałam go leżącego na łóżku.
- Coś się stało? - zapytałam.
- Nie - podniósł się. - Pięknie wyglądasz.
- Dzięki, ty też niczego sobie.
- Chodźmy, bo chłopaki będą się martwić.
- Jasne.
Malik zamknął swój pokój i wyszliśmy przed hotel. Wszyscy już tam stali.
- Zaczekajcie chwilkę, muszę zapalić - powiedział Zayn, wyciągając paczkę papierosów i podał mi ją. - Chcesz?
- Jasne - uśmiechnęłam się i wyjęłam jednego. - Dzięki.
- Co ty robisz? - zapytał mnie Justin. - Wyrzuć to, one są szkodliwe. To, że Zayn ci zaproponował jednego, nie znaczy, że musisz od razu się zgadzać. Nie musisz od razu zaczynać palić.
- Weź, nie wtrącaj się - warknęłam, podpalając papierosa.
Wypuściłam dym z płuc i jeszcze raz spojrzałam na brata, który, jak inni oprócz Zayna, patrzył na mnie ze zdziwieniem. Wzruszyłam lekko ramionami.
- Lan! - usłyszałam niedaleko siebie, odwróciłam się.
- Amanda? - zdziwiłam się.
- Musisz pomóc, Dawid cały czas się wkurza. Nie chce powiedzieć o co chodzi. Mówi, że cię nienawidzi. Wy chyba się nie pokłóciliście?
- Daj mi spokój. Nie chcę go znać.
- Lan, powiedz, co się dzieje?
- Nic się nie dzieje. Po prostu zrozumieliśmy, że do siebie nie pasujemy. I tyle.
- A teraz zadajesz się z tymi lalusiami? Ja cię nie poznaję, Lan. Co się z tobą dzieje?
- Nic się ze mną nie dzieje, do cholery! Chociaż raz chcę się zabawić bez ograniczeń, więc wybrałam się z bratem i jego kumplami na imprezę i już pojawiasz się ty i wszystko psujesz!
- Lan, chodzi mi o to, że strasznie się zmieniłaś. Byłaś taka szczęśliwa z Dawidem, a teraz go zostawiłaś...
- O co ci chodzi?! Zawsze ci się podobał, więc teraz nie udawaj! Bierz go sobie, proszę bardzo. Na razie.
Zdeptałam wypalonego papierosa i wsiadłam do samochodu chłopaków, a oni, widząc to, zrobili to samo.
- O co chodziło? - zapytał Justin, gdy byliśmy pod jednym z klubów.
- Nie ważne - powiedziałam. - Chodźmy.
Weszliśmy do budynku. Chłopcy zamówili sobie po piwie, jedynie Liam nie chciał. Zayn poprosił barmana, aby pozwolił mi wypić parę drinków. Ten niechętnie się zgodził. Po około dziesięciu kieliszkach, nie wiedziałam, jak się nazywam i co tu robię. Potem film już kompletnie mi się urwał.
******
Obudził mnie straszny ból głowy. Podniosłam się, a to, co zobaczyłam, przeraziło mnie.
- Zayn, rany, przepraszam cię - mówiłam szybko. - Ja nie wiem, jak to się stało, serio, nie chciałam, przepraszam.
- Nie szkodzi - szepnął. - Szkoda, że nic nie pamiętam. To... Będziesz z nami przez tydzień?
- To raczej niemożliwe. Przecież wyjeżdżacie, a ja mam szkołę.
- Uhh, szkoda.
Uśmiechnęłam się delikatnie. Chłopak podał mi swoją, za dużą na mnie, bluzę. Podziękowałam mu całusem w policzek i założyłam ją. Później wyjęłam z torby TO, ale chłopak powiedział, żebym założyła TO, więc go posłuchałam.
Poszłam do łazienki, wzięłam szybką kąpiel, założyłam zestaw i zrobiłam sobie lekki makijaż, a gdy wróciłam do pokoju, wszyscy chłopcy już tam siedzieli. Pewnie już wiedzieli o wszystkim.
- Słyszeliśmy, że Malik spał na podłodze - zaśmiał się Louis.
- Taaaa - skłamałam.
Dyskretnie spojrzałam na Zayn'a. Uśmiechał się do mnie, jakby nigdy nic. Przewróciłam oczami i usiadłam na dywanie.
- Czemu nie usiądziesz na łóżku? - zapytał Harry. - Jest tu wiele miejsca.
- Wolę sobie posiedzieć na cieplutkim dywanie - uśmiechnęłam się sztucznie i zmieniłam temat: - Za chwilę wracam do domu, tylko włosy mi wyschną.
- Ale miałaś z nami spędzić ten tydzień - zasmucił się Louis.
- Przecież wy wyjeżdżacie. A ja muszę chodzić do szkoły. Na szczęście to ostatni rok.
- Od wakacji będziesz z nami! - krzyknął uradowany Nialler.
- No nie wiem, nie wiem - zaśmiałam się. - Jeszcze roczek do osiemnastki mi brakuje.
- Oj tam, oj tam.
- Czyli w lipcu masz urodziny? - zapytał Justin.
- No tak - uśmiechnęłam się.
- Uhm, trzeba wymyślić jakiś prezent...
- O nie nie nie. Żadnych prezentów, nie chcę nic. Jeśli mi coś kupisz, nie przyjmę tego.
- No dobrze, nie bulwersuj się już tak. Spokojnie.
- Wiecie co, nie będę wam już przeszkadzała. Wracam do domu, na razie.
Pożegnałam się z każdym poprzez buziaka w policzek i wyszłam z hotelu razem z moim plecakiem. Złapałam pierwszą lepszą taksówkę i podałam kierowcy adres. Kiedy byłam już w domu, szybko prześlizgnęłam się niezauważona do swojego pokoju i rzuciłam się na łóżko.
"O Jezuuu - pomyślałam. - Noc spędzona z Zayn'em Malikiem we własnej osobie i nic z tego nie pamiętam... Normalnie się uduszę!"


-----------------------------------
No jest trójeczka :D
Musiało minąć trochę czasu, żebym przypomniała sobie, jak używa się klawiatury xD
Wiem, zawaliłam ten rozdział kompletnie i przepraszam
Liczę na komentarze, które zmotywują mnie do dalszego pisania.


Pragnę dedykować ten rozdział pewnej osobie, która bardzo pomaga mi nie tylko w życiu, ale także w pisaniu. Ada, wiem, za dużo tego, ale dziękuję, dziękuję, dziękuję :* 

2/15/2013

2

 |Perspektywa Melannie|
- Co ty dzisiaj taka jakaś nie w sosie? - zapytał Dawid, gdy wychodziliśmy z mojego domu.
- A nic - skłamałam.
- Przecież widzę, co jest?
- Pamiętasz, że ciocia zabrała mnie wczoraj na to spotkanie z moim prawdziwym ojcem i bratem?
- No, pamiętam.
- Pojechałyśmy wtedy na koncert Biebera i One Direction. Okazało się, że Justin jest moim bratem, a Harry Styles zaprosił mnie na kolację na dzisiaj. Chciałam odmówić, ale ciocia się zgodziła. Na szczęście przekonałam ją, żeby to odwołała, bo mam chłopaka i jedziemy na Little Mix.
- I dobrze zrobiłaś, nie puściłbym cię.
- Idziemy, gołąbki? - zapytała Justyna, która stała przed szkołą.
- Jasne - uśmiechnęłam się do niej. - A gdzie Agata?
- Musi jeszcze zaliczyć zagrania. Powiedziała, żebyśmy na nią nie czekali, że do nas dołączy.
- Jasne.
Całą bandą ruszyliśmy na naszą miejscówkę. Był nią stary, opuszczony dawno dom. Ostatnio zajęliśmy się remontowaniem go, ale coś nam się to przedłużało. Dzisiaj mieliśmy kończyć.
Kiedy byliśmy już na miejscu, usiadłam przy jednej ze ścian i wyciągnęłam papierosa. Tak, wiem. To do mnie niepodobne, żebym paliła, ale tak jest. Nie znałam swoich prawdziwych rodziców, połowę dzieciństwa spędziłam z ciocią Basią. Wiedziałam, że nie będę miała życia takiego, jak inni, ale zbytnio się tym nie przejęłam.
- Nad czym tak myślisz? - usłyszałam tuż obok siebie głos Nicolle.
- Nad niczym - odpowiedziałam. - Tak sobie siedzę.
- Tak sobie siedzisz, mówisz? A ja czuję, że coś się dzieje. Co jest mała? Może mogę jakoś pomóc?
- Mówię, że nic mi nie jest.
- No dobrze, skoro tak mówisz. Idę pomóc chłopakom.
- Idź.
Cola poszła, a ja znów zostałam sama. Myśli kłębiły się w mojej głowie, aż mózg wybrał jedną: Zayn Malik. Wczoraj był taki śliczny. Co ja gadam? On zawsze jest śliczny. Tylko szkoda, że ma dziewczynę. Perrie. Musi być niezłą szczęściarą, mając takiego cudownego chłopaka.
Co się ze mną dzieje? Muszę przestać o nim myśleć, to doprowadzi mnie do obłędu. Proszę, nie wytrzymam. Boże, pomóż mi.
- Lan, wszystko dobrze? - z zamysłu wyrwał mnie głos Dawida.
- Tak, dobrze - skłamałam.
- Chodź, idziemy do domu. Musisz się przygotować na koncert.
- Ale chyba mamy jeszcze trochę czasu?
- Jest osiemnasta.
- Co? Tak długo tu siedziałam?
- No, już skończyliśmy.
- Jezu, przepraszam was bardzo. Po prostu zamyśliłam się i...
- Nie przejmuj się - przerwał mi. -  I tak wszystkie dziewczyny siedziały i nic nie robiły. A teraz chodź.
Podał mi rękę i pomógł wstać. Pięć minut później byliśmy w moim domu, a ja wybierałam najlepszy zestaw ciuchów.
- Włóż rurki, bejsbolówkę, T-shirt, skaty - powiedział Dawid, wskazując ubrania.
- Dobry pomysł, dzięki - uśmiechnęłam się do niego.
Wyjęłam z szafy rzeczy, o których powiedział mi mój chłopak i poszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, przebrałam się i zrobiłam sobie lekki makijaż. Kiedy skończyłam, poszliśmy do domu Dawida i ten założył T-shirt, rurki, bluzę oraz skaty.
Kiedy byliśmy pod halą, w której miał odbyć się koncert, spotkaliśmy resztę naszej bandy. Wszyscy spojrzeli na nas z uśmiechami i weszliśmy do budynku. Little Mix śpiewały świetnie, ale było widać po minie Perrie, że jest smutna. Nie wiedziałam, o co chodzi, ale chciałam się dowiedzieć.
- Idę do toalety - szepnęłam Dawidowi.
- A wiesz gdzie jest? - zapytał.
- Nie, ale się dowiem.
- Byłem tutaj na koncertach nieraz, zaprowadzę cię.
- Jasne.
Zaczęliśmy przepychać się przez tłum. Nie wiem nawet, ile to trwało. W końcu doszliśmy do drzwi oznaczonych rysunkiem dziewczynki.
Kiedy wyszłam z toalety, Dawid uśmiechnął się do mnie, rozejrzał, a później objął.
- Wiesz, że cię kocham? - zapytał, całując mnie.
- Wiem, ja cię też - zaśmiałam się, gdy się od siebie odsunęliśmy.
- Zayn, nie możesz tak po prostu się zamartwiać - usłyszeliśmy czyjś głos.
Spojrzeliśmy w kierunku skąd dobiegał. To One Direction i Justin Bieber.
- Bo co mi zrobicie?! - warknął na nich Malik.
- Zayn, zrozum, my chcemy twojego dobra - powiedział Liam.
- Ale ja nie chcę, żebyście mówili mi, co mam robić! - Zayn był zdenerwowany, to było widać po jego twarzy.
- Ooo, Melannie - Harry mnie zauważył, o nie. - Heeey bejbee.
- Spadaj z tym bejbe od mojej dziewczyny - warknął na niego Dawid, a później zwrócił się do mnie po polsku: - To ten, co zaprosił cię na kolację?
Nie odpowiedziałam. Spojrzałam na niego z przerażeniem. Miał grozę w oczach.
- Nie daruję tego draniowi, że zaprosił cię - warknął.
Chciał podejść do Harry'ego i przyłożyć mu, ale zatrzymałam go.
- Nie chcemy zamieszania - powiedziałam, patrząc mu w oczy.
- Tylko nie mów, że będziesz go bronić.
- Powiem, będę go bronić - powtórzyłam, tym razem po angielsku.
- Co? Pogięło cię? Człowieka nawet nie znasz, a będziesz go bronić przed swoim chłopakiem?
- Poprawka - dalej po angielsku. - Byłym chłopakiem.
- Czy ty chcesz mi powiedzieć, że ze mną zrywasz?
- Przykro mi, Dawid. Ale nie mogę patrzeć, jak mój chłopak bije kolegę mojego brata za to, że ten nie wiedział, iż ona ma chłopaka i zaprosił ją na kolację.
- Dziewczyno, ogarnij się. Ty wiesz, co mówisz?
Pocałował mnie. Nie chciałam więcej czuć jego ust na moich, ale nie umiałam się od niego odsunąć. W końcu udało mi się i odepchnęłam go od siebie.
- Kocham Cię i nie chcę, żebyś odchodziła - szepnął.
- Przykro mi - powiedziałam i odeszłam.
Stanęłam pod samą ścianą, a on nie podchodził do mnie. Po prostu wrócił do reszty. Byłam pewna swojej decyzji i już jej nie zmienię. Zauważyłam, że ktoś do mnie podszedł, więc spojrzałam w tamtą stronę.
- Nie smuć się - uśmiechnął się Harry. - Znajdziesz sobie nowego. Patrz, Zayn poszedł na scenę - szepnął mi do ucha. - Chce zaśpiewać specjalnie dla ciebie. Chodź.
Styles podał mi rękę i pomógł wstać. Stanęliśmy tuż pod sceną, na której po chwili pojawił się Zayn. Gdy spojrzał na mnie, na jego twarz wystąpił uśmiech.
- Hey, kochani - powiedział do mikrofonu. - Wiem, że to koncert Little Mix, ale chciałbym zaśpiewać dla kogoś naprawdę ważnego. Ta osoba wie, że o nią chodzi. Nie znamy się za długo, ale... może lepiej, jeśli powiem to przez piosenkę.
Po chwili zaczął śpiewać:

 You're insecure
Don't know what for
You're turning heads when you walk through the do-o-or
Don't need make-up
To cover Up
being the way that you are is eno-o-ough
Everyone else in the room can see it
Everyone else but you-u
Baby You light up my world like nobody else
the way that you flip your hair gets me overwhelmed
but when you smile at the ground it ain't hard to tell
You don't kno-o-ow
You don't know you're beautiful!
If only you saw what I can see
You'll understand why I want you so desperately
Right now I'm looking at you and I can't believe
You don't kno-o-ow
You don't know, you're beautifu-u-ul!
That's what makes you beautiful!
So c-come on
You got it wrong
To prove I'm right I put it in a so-o-ong
I don't know why
You're being shy
And turn away when I look into your e-e-eyes...
Everyone else in the room can see it
Everyone else but you-u
Baby You light up my world like nobody else
the way that you flip your hair gets me overwhelmed
but when you smile at the ground it ain't hard to tell
You don't kno-o-ow
You don't know, you're beautiful!
If only you saw what I can see
You'll understand why I want you so desperately
Right now I'm looking at you and I can't believe
You don't kno-o-ow
You don't know, You're beautifu-u-ul!
That's what makes you beautiful!
Na Na Na Na
Na Na Naaaa
Na Na
Na Na Na Na
Na Na x2
Baby You light up my world
like nobody else
the way that you flip your hair
gets me overwhelmed
but when you smile at the ground
it ain't hard to tell
You don't kno-o-ow
You don't know, You're beautiful!
Baby You light up my world like nobody else
the way that you flip your hair gets me overwhelmed
but when you smile at the ground it ain't hard to tell
You don't kno-o-ow
You don't know, You're beautiful!
If only You saw what I can see
You'll understand why I want you so desperately
Right now I'm looking at you and I can't believe
You don't kno-o-ow
You don't know, You're beautifu-u-ul!
You don't know, You're beautifu-u-ul!
That's what makes you beautiful!

Uśmiechnęłam się nieśmiało. Nie wiedziałam, co mam powiedzieć, to było takie miłe i słodkie... Zaraz, nie! Ona ma dziewczynę! Nie mogę tak myśleć! Co on sobie w ogóle wyobrażał, dedykując mi piosenkę na jej koncercie?! Że będzie się z tego cieszyła?!
- Zayn dwa dni temu zerwał z Perrie - szepnął Harry. - Masz szansę.
- Spadaj - lekko uderzyłam go w ramię.
- Nie udawaj, podoba ci się.
- Nieprawda!
- Prawda.
- Nie!
- Tak.
- On mi się nie podoba!
- Właśnie powiedziałaś, że ci się podoba.
- Nie powiedziałam tak!
- Powiedziałaś.
- Nie.
- A założysz się?
- No pewnie!
- Zaraz przyjdzie, to ci udowodnię, że powiedziałaś.
- Spoko.
Zanim Zayn przyszedł, trochę czasu minęło, dlatego postanowiłam wyjść zapalić.
- Wiesz co, wyjdę na chwilę na zewnątrz - uśmiechnęłam się do Styles'a.
- Okey - odpowiedział. - Jak Malik przyjdzie, to cię jakoś znajdziemy.
Wyszłam przed budynek i wyciągnęłam z kieszeni paczkę papierosów. Zapaliłam jednego, przy czym oparłam się o ścianę budynku. Paląc, wpatrywałam się w jeden punkt.
- Taka śliczna, młoda dziewczyna, a pali? - usłyszałam parę kroków od siebie.
Spojrzałam w tamtą stronę.
- A ty co, święty Mikołaj? - zapytałam Zayn'a. - Taki młody i przystojny, a pali?
- Dobra, oboje nie jesteśmy święci. Jak podobał ci się występ? - zmienił temat.
- Świetnie śpiewasz. A dla kogo dedykacja, jeśli mogę zapytać?
- A dla takiej jednej młodej i ślicznej dziewczyny, która pali.
Uśmiechnęłam się delikatnie i wróciłam do podziwiania pustej przestrzeni przede mną. Nagle wydała mi się ciekawa.
- Tak w ogóle to Zayn jestem - przerwał ciszę Malik.
- Melannie.
- Ładne imię.
- Dzięki, twoje też.
- Jutro nasz ostatni dzień w tym kraju, idziemy dzisiaj do klubu. Ale nie bardzo wiemy, gdzie jakiś jest. Pomożesz nam?
- Jasne, mogę was zaprowadzić.
- Ale mi chodzi bardziej o to, czy z nami pójdziesz.
- Nie chcę przeszkadzać.
- Nie będziesz przeszkadzała. Chłopcy się ucieszą. Zwłaszcza Justin, że będzie mógł spędzić z siostrą więcej czasu, poznać ją. To jak?
- Ehh, dobra.

2/06/2013

1

"Dobra, spokojnie, Melannie - mówiłam sobie w duchu. - Tylko poznasz swojego brata... i prawdziwego ojca. To nic takiego".
- Melannie - odezwała się nagle ciocia Basia. - Jesteśmy na miejscu.
Spojrzałam w stronę budynku, przy którym się zatrzymałyśmy i po prostu szczena mi opadła. Nie mogłam uwierzyć w to, co widzę.
- Tak, wchodzimy tu - uśmiechnęła się ciocia i wysiadła z samochodu.
Zrobiłam to samo. Po chwili stałyśmy tuż przed sceną, na której zaraz pojawili się... One Direction i Justin Bieber! Myślałam, że zaraz zemdleję. Chłopcy zaczęli śpiewać, a później wszyscy zeszli ze sceny, a pośrodku został tylko Niall...
- Kochane Beliebers i Directioners - powiedział do mikrofonu. - Chciałem zaprosić jedną z was na scenę. Ale nie wiem, którą. Więc wybieram... dziewczynę w bluzce w paski - wskazał na mnie.
- Leć mała - uśmiechnęła się do mnie ciocia.
Po chwili dwaj ochroniarze zaprowadzili mnie na scenę i ustawili pośrodku niej. Niall uśmiechnął się do mnie nieśmiało i zaczął śpiewać:

(C'mon c'mon)
The one that i came with she had to go
But you look amazing
Standing alone
(So c’mon c’mon)
Move a little closer now
(C’mon c’mon)
Either way you’re walkin’ out
(C’mon c’mon)
Show me what you’re all about
Yeah
I’ve been watchin you all night
There’s somethin’ in your eyes
Say c’mon c’mon
And dance with me baby
Yeah
The music is so loud
I wanna be yours now
So c’mon c’mon
And dance with me baby
The one that I came with
Didn’t know how to move
The way that you let your hair down
I can tell that you do
(So c’mon c’mon)
Move a little closer now
(C’mon c’mon)
Either way you’re walkin’ out
(C’mon c’mon)
Show me what you’re all about
Yeah
I’ve been watchin you all night
There’s somethin’ in your eyes
Say c’mon c’mon
And dance with me baby
Yeah
The music is so loud
I wanna be yours now
So c’mon c’mon
And dance with me baby
Every step I take
I’m feelin’ more and more
She’s callin’ out,
She’s a lucky girl
My heart is racin’
She’s turnin’ around
I reach for her hand
And I say
Hey
I’ve been watchin you all night
There’s somethin’ in your eyes
Say c’mon c’mon
And dance with me baby
Yeah
The music is so loud
I wanna be yours now
So c’mon c’mon
And dance with me baby
C’mon c’mon
C’mon c’mon
C’mon c’mon
And dance with me baby

Och, to było takie piękne. Jak on na mnie patrzył i jak śpiewał. Uwielbiam ten jego głos. Taki cudowny. Zaraz, nie mogę się rozmarzyć. Teraz nie czas na to. Zaczęłam wzrokiem szukać cioci Basi. Gdzie ona jest?! Zniknęła! Oby nic jej nie było.
- Chodź za kulisy - szepnął do mnie Niall i zeszliśmy ze sceny.
- Ciocia - odetchnęłam z ulgą. - Myślałam, że coś ci się stało.
- Nic mi nie jest, kochanie - uśmiechnęła się do mnie. - Chciałam ci kogoś przedstawić. To jest Justin, twój brat - wskazała na Biebera. - A chłopaków już znasz.
- Nie do końca.
- Jak to nie? Przecież jak przyjeżdżaliście do Londynu z mamą i Darkiem, biegałaś z nimi po placu jak oszalała.
- Serio?
- Ach tak. Zapomniałam. Przecież minęło już prawie dziesięć lat od waszego ostatniego wyjazdu. Ale przynajmniej poznałaś prawdziwego brata.
- Zaraz, czekaj. Ty powiedziałaś, że Bieber to mój brat?
- No, powiedziałam tak.
- Ciociu, nie rób sobie ze mnie jaj.
- Ona nie żartuje - wtrącił Justin. - Jestem twoim bratem. A twój i mój tata już tu idzie - wskazał za mnie.
- Cześć Basiu - przywitał się mężczyzna. - Cześć Melannie.
- Dzień dobry - powiedziałam niepewnie.
- Jakie dzień dobry? Przecież jestem twoim tatą. Mów mi "tato".
- Dobrze...tato.
- Hej, Melannie - podszedł do mnie Harry. - Masz jakieś plany na jutrzejszy wieczór?
- Właściwie to... - chciałam odpowiedzieć, ale ciocia mi przerwała:
- Melannie nie ma żadnych planów na dzisiaj.
- To świetnie się składa. Czy... poszłabyś ze mną na kolację?
- Pewnie, że pójdzie.
- W takim razie wpadnę po ciebie jutro o ósmej - cały czas mówił do mnie.
- To my już może pójdziemy, nie chcemy przeszkadzać, prawda ciociu? - to było bardziej stwierdzenie niż odpowiedź.
- Tak, racja - powiedziała ciocia. - Wpadniemy jutro z rana. Pa.
Wyszłyśmy z sali koncertowej, a gdy wsiadłyśmy do samochodu, zaczęłam się drzeć:
- Czyś ty oszalała? Przecież ja go nie kocham, nie umówię się z nim. Ciociu, są wakacje, chcę je spędzić z przyjaciółmi.
- I spędzisz z przyjaciółmi - powiedziała spokojnie. - Za dwa dni jesteś wolna.
- Nie. Ja miałam plany na jutro. Mieliśmy jechać na koncert Little Mix. Dawid zapłacił mi za bilet. Odwołaj tą kolację. W ogóle, co ty sobie myślisz? Że Dawid mnie puści na kolację z jakimś innym?
- Przecież i tak podkochujesz się w Niallu.
- Nie podkochuję się w nim. Po prostu go lubię.
- Dobra, tak się teraz mówi. Kiedy jest ten twój koncert.
- Jutro o dwudziestej.
- A o której się kończy?
- Nie wiem, późno.
Resztę drogi do domu milczałyśmy. Nie chciałam wszczynać kolejnej awantury. Gdy tylko weszłyśmy do budynku, wzięłam szybki prysznic, wskoczyłam do mięciutkiego łóżka i niemalże od razu zasnęłam.


------------------------------
Heyy, i jak się podoba?
Długo się nad tym męczyłam, ale, według mnie, było warto.
Następny jeśli będzie bliżej nieokreślona liczba komentarzy.
Papatki ;* /Mrs.Horan