Translate

4/11/2013

5

Zayn zabrał mnie na komedię romantyczną. Podczas filmu trochę się do mnie przysunął i objął mnie, ale kiedy spojrzałam na niego, chciał zabrać rękę. Jednak dałam mu wyraźnie znać, żeby tak zostawił. W pewnym momencie powoli się do mnie przysunął i złożył delikatny pocałunek na moich ustach.
Wyszliśmy z kina i skierowaliśmy się do pobliskiej restauracji. Zamówiliśmy jedzenie, a gdy na nie czekaliśmy, Malik powiedział:
- Kocham Cię.
- Zayn, ja... ja...
- A ty...? Czujesz coś do mnie? - zapytał niepewnie.
- Ja...nie wiem...
- Rozumiem. Przepraszam, że w ogóle pytałem...
- Nie, nie szkodzi... To ja przepraszam... Chciałam powiedzieć coś innego...
- Melannie...?
- Hm?
- Wracajmy już.
- Ale jedzenie...
- Weźmy na wynos. Kupię też coś dla chłopaków.
Zayn odszedł od stolika, a ja czekałam na niego. Chciałam coś powiedzieć, ale nie wiedziałam, co. Popełniłam ogromny błąd i wiedziałam o tym, jednak nie umiałam go naprawić...
- Kocham Cię, Zayn... - szepnęłam sama do siebie.

UWAGA!!! PISANE W 3 OSOBIE LICZBY POJEDYNCZEJ!!!

Zayn i Melannie wrócili do domu. Zawołali chłopaków, po czym wszyscy usiedli do stołu i zaczęli jeść. Pani Basia miała wrócić dość późno, a Justin miał dla niej i dla swojej siostry niespodziankę. Postanowił, że pierwsze powie Mel, a później cioci.
- Melannie - zaczął. - Wynajęliśmy dom, zamieszkasz w nim.
- Co?? - zdziwiła się dziewczyna.
- Wynajęliśmy tobie dom, jak będziesz pełnoletnia, zamieszkasz w nim.
- O nie, nie, nie! Ja już mam plany na swoją pełnoletność. Wyprowadzam się razem ze znajomymi z tego kraju.
- Co? Czemu?
- No bo nie mam tu gdzie mieszkać?
- Jak to nie masz tu gdzie mieszkać?
- Darek jest zadłużony na piętnaście tysięcy złotych, zabrali dom mamy...
- Czekaj, czekaj, czekaj! - wtrącił Zayn. - Ten sam, do którego przyjechałem po ciebie?
- No, tak.
- Myśleliśmy, że go sprzedajecie. Kupiliśmy go.
- I teraz ty w nim zamieszkasz na nowo - uśmiechnął się Jus.
- Jasne, dzięki, chłopaki, ale to nie zmienia faktu, że po osiemnastce wyprowadzam się z tego kraju.
- No dobrze, dobrze. Niech ci będzie.

(Pół roku później)

- Lan, jesteś gotowa?! - krzyknęła Agata z dołu.
- Już schodzę! - zawołała Melannie.
Pięć minut później byli w drodze na lotnisko, a po paru godzinach siedzieli już w swoim nowym domu. Po wybraniu sobie pokoju Mel rozpakowała wszystkie swoje rzeczy i wyszła do ogródka trochę popływać, założywszy wcześniej kostium.
Ciągle myślała o Zaynie, nie mogła wyrzucić go ze swojego umysłu. Krążył po nim bez przerwy.

(Miesiąc później)

Nie umiała, stchórzyła. Miała szansę mu powiedzieć, ale nie dała rady... Ale jak ona mu chciała powiedzieć? Przez tą głupią karteczkę? I co niby miałaby z nią zrobić? Pokazać mu ją i powiedzieć "Tak, to prawda"? To bez sensu...


|oczami Zayna|

Chciała mi coś powiedzieć, ale w końcu szepnęła tylko krótkie "Przepraszam" i wybiegła z pokoju. Pobiegłem za nią, ale już jej nie dogoniłem. Jednak na podłodze przy drzwiach leżała jakaś karteczka. Podniosłem ją i przeczytałem, co jest na niej napisane. Trzy słowa - "I love you".

"To dlatego wybiegła - pomyślałem. - Chciała mi powiedzieć coś ważnego".
Czy to mnie kocha? Czy może chciała mi powiedzieć, że darzy tym uczuciem kogoś innego? A może ta karteczka nie odnosiła się do sytuacji, która miała miejsce przed chwilą? Odpowiedź znała tylko jedna osoba - Melannie.
Postanowiłem, że muszę z nią szybko porozmawiać. Założyłem buty, kurtkę i wyszedłem z domu, bez słowa wyjaśnienia skierowanego w stronę chłopaków...



--------------------------
No i robi się coraz ciekawiej. Czy Melannie kocha Zayna? A może, tak jak on sądził, kogoś innego? Dowiecie się w następnym odcinku :D Paulino, dziękuję ci, to ty natchnęłaś mnie do napisania kolejnego rozdziału. Jest krótki, ale to zawsze coś. Dziękuję ci bardzo ;*

Kocham Was Directioners,
Mrs.Horan

4

|oczami Zayna|

Jak mogłem z nią spać? No, dla mnie super. Ale jej się nie spodobało sądząc po tym, że...
- Co jest? - moje rozmyślania przerwał Justin.
- A nic - odpowiedziałem. - Myślałem o twojej siostrze. Dlaczego z nami nie pojechała?
- Nie mam pojęcia, ale nie martw się. Ona się w tobie zakochała.
- Tak?!
- Tak naprawdę to mówiła coś, że musi chodzić do szkoły.
- Nie o to mi chodzi. Powiedziała ci, że się jej podobam?
- A co? Zakochałeś się w mojej siostrzyczce?
- To nie na temat! - oburzyłem się.
- Zakochana para - zaśmiał się Harry.
- Zayn i siostra Biebera! - dodał Louie.
- Przestańcie, mam tego dość! - krzyknąłem. - A poza tym Melannie i tak mnie nie lubi.
- Taaa jasne. Powiedzmy, że ci wierzymy.

(Dwa miesiące później)

- Chłopaki, jedziemy do Mel! - krzyknął radośnie Justin. - Scooter dał mi wolne, więc Paul powiedział, że wy też macie wakacje!
"Oh yeah!" - krzyknąłem w duchu i uśmiechnąłem się szeroko.
- No, no, nasz Zayn bardzo się ucieszył - zaśmiał się Biebs. - Chodź, muszę ci coś powiedzieć.
Przeszliśmy oboje do kuchni, gdzie, o dziwo, nikogo nie było.Usiadłem na krześle obok stołu i spojrzałem na kumpla.
- Umówiłem cię z Mel... - powiedział w końcu.
- Co zrobiłeś?! - przerwałem mu. - Jebnięty jesteś! Będzie mnie miała za kompletnego idiotę!
- Spokojnie, daj mi skończyć. Zgodziła się. Jesteście umówieni na pierwszą środę, jak tylko przyjedziemy.

|oczami Melannie|

Nareszcie koniec roku i chłopcy przyjeżdżają. Nie mogłam się doczekać ich pobytu tutaj. Zwłaszcza, że Justin umówił mnie z Zaynem. Tylko żeby też coś do mnie czuł, a nie...
- Hej, Lan - z rozmyślań wyrwał mnie Did, który siedział przede mną. - Idziesz z nami dzisiaj do kina? Leci zajebisty horror.
- Wiesz, nie jestem już w paczce, więc raczej nie...
- Ale wszyscy chcą, żebyś wróciła - wtrącił Dawid siedzący obok niego.
- A ty najbardziej - mruknęłam sarkastycznie.
- To oczywiste, skarbie - uśmiechnął się zalotnie. - Chcę, żeby było tak, jak dawniej. Żebyśmy znów byli kochającą się parą.
- Dawid, wiesz, że już nie będzie tak jak dawniej.
- To chociaż chodź z nami do tego kina.
- Ehh... no dobra... O której?
- O szesnastej będziemy po ciebie.
- Okay...
Naszą wymianę zdań przerwał nauczyciel, który życzył nam wesołych i bezpiecznych wakacji. Po dzwonku wszyscy wyszliśmy z klasy. Ostatnia lekcja w tym roku szkolnym już za nami.

(Dwa dni później)

- Lan, to kiedy idziemy na zakupy? - zapytała Cola, gdy byliśmy w parku.
- Na jakie zakupy? - zdziwiłam się.
- Nie pamiętasz, że umawiałyśmy się na zakupy? Ale w końcu nie uzgodniłyśmy, kiedy.
- Nie wiem... chłopaki mają w któryś dzień przyjechać...
- Ty znowu z tymi lalusiami? Daruj ich sobie, dla nich jesteśmy nikim. Po co ty w ogóle z nimi rozmawiasz? Wystawią cię prędzej czy później, a nie tak jak my.
- Wiesz, jeden z tych "lalusi" to mój brat.
- Co ty pierdolisz?
- No, Justin to mój brat.
- O ja pierdziele! Przecież jaka to ciota jest, to się w głowie nie mieści.
- No to właśnie widzę twojego braciszka - powiedział Chris, popijając piwo.
Spojrzałam w kierunku wskazywanym przez niego i zobaczyłam Justina oraz całe One Direction. Jednak wróciłam do podziwiania papierosa w mojej ręce.
- Cześć Mel - usłyszałam głos brata za sobą. - Już jesteśmy.
- Ooo to fajnie - odwróciłam się.
- Co ty robisz, powiedz mi. Najpierw to z Zaynem, a teraz zaczęłaś już palić nałogowo?
- Nie no co ty. Już wcześniej paliłam.
- No to przestań. Wyrzuć to.
 - Nie.

(Cztery dni później)

Dziś randka z Zaynem. Strasznie się stresuję. A co jeśli Jus kłamał i Malik nic do mnie nie czuje? Co jeśli tylko udaje, żeby nie sprawić mi przykrości?
- Ślicznie wyglądasz, córciu - skomentował Darek, siedzący w kuchni. - Wybierasz się na jakieś urodziny?
- Po pierwsze nie jestem twoją córką, a po drugie wybieram sukienkę, w której dziś wyjdę. Co sądzisz o tej?
- Noooo ładna, ale... - przerwał mu dzwonek do drzwi.
Pobiegłam otworzyć, ale gdy mijałam lustro, zatrzymałam się i poprawiłam włosy, żeby nie wyglądać jak sto nieszczęść. To, co zobaczyłam za drzwiami, przeraziło mnie. Mianowicie zastałam tam dwóch komendantów policji.
- Dzień dobry - powiedziałam uprzejmie. - Mogę w czymś pomóc?
- Dzień dobry - przywitał się wyższy. - Komisarz Cymbał i podkomisarz Kowalski, szukamy pana Dariusza Cycka. Zastaliśmy go może?
- Tak, jest w domu.
- A pani kim dla niego jest, jeśli możemy wiedzieć.
- On jest moim ojczymem. A o co chodzi? Dlaczego go szukacie?
- Pan Dariusz jest zadłużony na piętnaście tysięcy złotych. Niestety musimy przejąć dom i wszystkie wartościowe urządzenia znajdujące się w nim.
- A moich rzeczy nie mogą państwo zostawić? - zapytałam z nadzieją.
- Właściwie to możemy zrobić wyjątek, aby nie została pani z niczym. A ma pani gdzie pójść?
- Zamieszkam z ciocią.
- Dobrze, może pani zawołać pana Dariusza?
- Darek! - zawołałam do wnętrza domu. - Panowie do ciebie!
Po chwili Darek zjawił się obok mnie, a ja poleciałam do swojego pokoju i zaczęłam pakować wszystkie swoje rzeczy do walizek i pudeł. Później zadzwoniłam do cioci Basi.
- Halo? - usłyszałam w słuchawce.
- Cześć, Justin. Jest ciocia?
- Nie ma jej, poszła gdzieś.
- A moglibyście po mnie przyjechać jej największym samochodem?
- Jasne, wiesz co? Zayn przyjedzie po ciebie nim jak będziecie mieć tą randkę. A po co?
- Dowiesz się w swoim czasie. Na razie.
- Cześć.

(Ten sam dzień, godzina 18.00)

- Hej, ślicznie wyglądasz - uśmiechnął się Zayn, gdy tylko mnie zobaczył.
- Dzięki, ty też niczego sobie - odpowiedziałam. - Mógłbyś mi pomóc przenieść te pudła do samochodu?
- Jasne, idź wsiadaj.
- Co? Nie, musimy to pierwsze przenieść.
- Sam to wszystko przeniosę. Wsiadaj do samochodu.

------------------------------- 
Heeey, przepraszam, że dawno nie pisałam, ale nie miałam żadnych pomysłów. To, że pojawił się nowy rozdział, jest zasługą najlepszej kumpeli pod Słońcem, Pauliny. I to jej chcę dedykować ten rozdział. Gdyby nie ona, opowiadanie zatrzymałoby się na trójce :D Dzięki, Paula <3 I dodaję do autorów ;*

Kochamy Was,
Paulina
Mrs.Horan