Translate

7/26/2013

16

|oczami Melannie|

- Co się stało? - zapytałam, otwierając oczy. - Jak ja się tu znalazłam?
- Potrącił cię samochód - usłyszałam odpowiedź.
- A co ja robiłam, że mnie potrącił? - spojrzałam na mężczyznę.
- Ty naprawdę nie pamiętasz?
- Nie.
- Wybiegłaś z domu, wcześniej trochę się pokłóciliśmy.
- To ty jesteś moim bratem?
- Nie, jestem twoim chłopakiem.
- Moim chłopakiem?
- Tak. Melannie, skarbie, nie pamiętasz mnie?
- Nie, nie pamiętam.
- Jestem Harry. Harry Styles.
- Harry? Z One Direction?!
- Tak!
- Jezuu, wreszcie cię spotkałam! Dasz mi autograf?!
- Melannie, ja jestem twoim chłopakiem!
- No dobra, powiedzmy, że ci wierzę. Ale musisz to jakoś udowodnic.
- Mamy dziecko. Ślicznego synka - pokazał mi zdjęcie. - A tutaj - wskazał na mój brzuch. - Nasza córeczka przygotowuje się do przyjścia na świat.
- To nie poroniłam przy wypadku?
- Nie. Na szczęście.


*Miesiąc później*

Dwa tygodnie temu wypisali mnie ze szpitala. Jestem szczęśliwa, że w końcu nie muszę leżec w tej sali i się nudzic, a mogę iśc do domu. Jednak lekarze powiedzieli mi, że mam się oszczędzac, nie brac Matthew na ręce ani nie podnosic nic ciężkiego.
Już powoli zaczyna wracac mi pamięc. Harry jest moim chłopakiem, mamy syna Matthew...ale nie mam pojęcia, czy jest on synem Harryego, czy Zayna, z którym również zdarzyło mi się przespac.
Chciałam pojechac do sklepu kupic jakieś ubranka do Matthew. Wsiadłam do samochodu i spróbowałam odpalic. Nic. Spróbowałam jeszcze raz. I znowu. Żadnej reakcji. Zapala się i zgasa. a nikogo oprócz Zayna i opiekunki w domu nie ma. A chyba jego nie poproszę o pomoc...
- Co się stało? - zjawił się obok mnie.
- Samochód nie chce odpalic - odparłam. - Ale poradzę sobie.
- Nie, ty nie będziesz tego robic. Pomogę ci.
- Nie musisz, dam radę.
Malik, udając, że mnie nie słyszy, zabrał się do naprawiania samochodu. Kiedy skończył, powoli się podniósł i uśmiechnął się do mnie, po czym objął mnie i złożył delikatny pocałunek na moich ustach.
- Widzimy się za godzinę - powiedziałam, odsuwając się od niego.
- Jak to? - zdziwił się. - Przecież jadę z tobą...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz