Translate

3/02/2013

3

Wieczorem całe One Direction i Justin przyszli po mnie. Nie zdziwiło mnie wcale skąd wiedzą, gdzie mieszkam. Pewnie ciocia im powiedziała.
- Ja zmykam - zawołałam do "taty".
- Dokąd się wybierasz? - zapytał.
- Wychodzę ze znajomymi.
- O nie, moja droga. Nigdzie nie idziesz, marsz do swojego pokoju.
No dobra, kazał mi iść do pokoju. Poszłam. Zamknęłam drzwi na klucz, zgasiłam światło i otworzyłam okno. Dobrze, że mój pokój nie był na piętrze, jak łazienka. Już chciałam wyskoczyć przez okno, kiedy ktoś zapukał do drzwi domu.
- Ktoś ty? - usłyszałam głos ojczyma.
- Justin Bieber - odpowiedział inny głos. - Z radością stwierdzam, że Melannie wygrała tydzień ze mną i moimi kumplami. Chciałbym teraz ją wziąć, jeśli można.
- No jasne, że można. Melannie, pakuj się!
- Po co? - wyszłam z pokoju i udałam zaskoczoną, widząc JB.
- Pojedziesz z Justinem.
- Dokąd?
- Wygrałaś z nim tydzień.
- Aaa! Już lecę się pakować!
Pobiegłam do pokoju, wrzuciłam do torby podróżnej  sukienkę, balerinybluzę, TO (oprócz torby) oraz TO i kosmetyki. Kiedy wyszłam z pokoju, bez słowa ominęłam "tatę" i wsiadłam do samochodu chłopaków.
- A teraz powiedzcie mi, gdzie mam się przebrać, geniusze - zaczęłam się z nich nabijać, sama nie wiem czemu.
- Nie martw się, siora - powiedział Justin. - Najpierw jedziemy do hotelu, bo Horan nam zgłodniał i cały się poplamił. Tam się przebierzesz.
- Okeey.
Podjechaliśmy pod hotel, w którym byli zameldowali chłopcy. Zdziwiło mnie trochę, że mieli osobne pokoje.
- Możesz przebrać się u mnie - zaproponował Zayn.
- Jasne, dzięki.
Zaprowadził mnie do swojego pokoju, gdzie założyłam sukienkę i zrobiłam sobie lekki makijaż. Wyszłam z jego łazienki i zastałam go leżącego na łóżku.
- Coś się stało? - zapytałam.
- Nie - podniósł się. - Pięknie wyglądasz.
- Dzięki, ty też niczego sobie.
- Chodźmy, bo chłopaki będą się martwić.
- Jasne.
Malik zamknął swój pokój i wyszliśmy przed hotel. Wszyscy już tam stali.
- Zaczekajcie chwilkę, muszę zapalić - powiedział Zayn, wyciągając paczkę papierosów i podał mi ją. - Chcesz?
- Jasne - uśmiechnęłam się i wyjęłam jednego. - Dzięki.
- Co ty robisz? - zapytał mnie Justin. - Wyrzuć to, one są szkodliwe. To, że Zayn ci zaproponował jednego, nie znaczy, że musisz od razu się zgadzać. Nie musisz od razu zaczynać palić.
- Weź, nie wtrącaj się - warknęłam, podpalając papierosa.
Wypuściłam dym z płuc i jeszcze raz spojrzałam na brata, który, jak inni oprócz Zayna, patrzył na mnie ze zdziwieniem. Wzruszyłam lekko ramionami.
- Lan! - usłyszałam niedaleko siebie, odwróciłam się.
- Amanda? - zdziwiłam się.
- Musisz pomóc, Dawid cały czas się wkurza. Nie chce powiedzieć o co chodzi. Mówi, że cię nienawidzi. Wy chyba się nie pokłóciliście?
- Daj mi spokój. Nie chcę go znać.
- Lan, powiedz, co się dzieje?
- Nic się nie dzieje. Po prostu zrozumieliśmy, że do siebie nie pasujemy. I tyle.
- A teraz zadajesz się z tymi lalusiami? Ja cię nie poznaję, Lan. Co się z tobą dzieje?
- Nic się ze mną nie dzieje, do cholery! Chociaż raz chcę się zabawić bez ograniczeń, więc wybrałam się z bratem i jego kumplami na imprezę i już pojawiasz się ty i wszystko psujesz!
- Lan, chodzi mi o to, że strasznie się zmieniłaś. Byłaś taka szczęśliwa z Dawidem, a teraz go zostawiłaś...
- O co ci chodzi?! Zawsze ci się podobał, więc teraz nie udawaj! Bierz go sobie, proszę bardzo. Na razie.
Zdeptałam wypalonego papierosa i wsiadłam do samochodu chłopaków, a oni, widząc to, zrobili to samo.
- O co chodziło? - zapytał Justin, gdy byliśmy pod jednym z klubów.
- Nie ważne - powiedziałam. - Chodźmy.
Weszliśmy do budynku. Chłopcy zamówili sobie po piwie, jedynie Liam nie chciał. Zayn poprosił barmana, aby pozwolił mi wypić parę drinków. Ten niechętnie się zgodził. Po około dziesięciu kieliszkach, nie wiedziałam, jak się nazywam i co tu robię. Potem film już kompletnie mi się urwał.
******
Obudził mnie straszny ból głowy. Podniosłam się, a to, co zobaczyłam, przeraziło mnie.
- Zayn, rany, przepraszam cię - mówiłam szybko. - Ja nie wiem, jak to się stało, serio, nie chciałam, przepraszam.
- Nie szkodzi - szepnął. - Szkoda, że nic nie pamiętam. To... Będziesz z nami przez tydzień?
- To raczej niemożliwe. Przecież wyjeżdżacie, a ja mam szkołę.
- Uhh, szkoda.
Uśmiechnęłam się delikatnie. Chłopak podał mi swoją, za dużą na mnie, bluzę. Podziękowałam mu całusem w policzek i założyłam ją. Później wyjęłam z torby TO, ale chłopak powiedział, żebym założyła TO, więc go posłuchałam.
Poszłam do łazienki, wzięłam szybką kąpiel, założyłam zestaw i zrobiłam sobie lekki makijaż, a gdy wróciłam do pokoju, wszyscy chłopcy już tam siedzieli. Pewnie już wiedzieli o wszystkim.
- Słyszeliśmy, że Malik spał na podłodze - zaśmiał się Louis.
- Taaaa - skłamałam.
Dyskretnie spojrzałam na Zayn'a. Uśmiechał się do mnie, jakby nigdy nic. Przewróciłam oczami i usiadłam na dywanie.
- Czemu nie usiądziesz na łóżku? - zapytał Harry. - Jest tu wiele miejsca.
- Wolę sobie posiedzieć na cieplutkim dywanie - uśmiechnęłam się sztucznie i zmieniłam temat: - Za chwilę wracam do domu, tylko włosy mi wyschną.
- Ale miałaś z nami spędzić ten tydzień - zasmucił się Louis.
- Przecież wy wyjeżdżacie. A ja muszę chodzić do szkoły. Na szczęście to ostatni rok.
- Od wakacji będziesz z nami! - krzyknął uradowany Nialler.
- No nie wiem, nie wiem - zaśmiałam się. - Jeszcze roczek do osiemnastki mi brakuje.
- Oj tam, oj tam.
- Czyli w lipcu masz urodziny? - zapytał Justin.
- No tak - uśmiechnęłam się.
- Uhm, trzeba wymyślić jakiś prezent...
- O nie nie nie. Żadnych prezentów, nie chcę nic. Jeśli mi coś kupisz, nie przyjmę tego.
- No dobrze, nie bulwersuj się już tak. Spokojnie.
- Wiecie co, nie będę wam już przeszkadzała. Wracam do domu, na razie.
Pożegnałam się z każdym poprzez buziaka w policzek i wyszłam z hotelu razem z moim plecakiem. Złapałam pierwszą lepszą taksówkę i podałam kierowcy adres. Kiedy byłam już w domu, szybko prześlizgnęłam się niezauważona do swojego pokoju i rzuciłam się na łóżko.
"O Jezuuu - pomyślałam. - Noc spędzona z Zayn'em Malikiem we własnej osobie i nic z tego nie pamiętam... Normalnie się uduszę!"


-----------------------------------
No jest trójeczka :D
Musiało minąć trochę czasu, żebym przypomniała sobie, jak używa się klawiatury xD
Wiem, zawaliłam ten rozdział kompletnie i przepraszam
Liczę na komentarze, które zmotywują mnie do dalszego pisania.


Pragnę dedykować ten rozdział pewnej osobie, która bardzo pomaga mi nie tylko w życiu, ale także w pisaniu. Ada, wiem, za dużo tego, ale dziękuję, dziękuję, dziękuję :* 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz