Translate

6/09/2013

11

|oczami Melannie|

Kilka godzin później byliśmy już na miejscu - w pięknej Barcelonie. To tutaj miał się odbyć pierwszy koncert chłopaków w tej trasie.
- Mel, możemy porozmawiać? - zapytał Zayn, wchodząc do mojego pokoju.
- Jasne - uśmiechnęłam się. - Siadaj :)
- Ja - usiadł obok mnie. - Chciałem ci powiedzieć coś ważnego.
- Co takiego?
- Ja...nadal cię kocham. I nie obchodzi mnie teraz, co powie Perrie. Powiedz słowo, a zerwę z nią dla ciebie.
- Zayn, nie. Nie możesz zerwać z nią dla mnie.
- Ale dlaczego?
- Bo ja mam chłopaka - przyznałam.
- Czyli, że się spóźniłem - westchnął.
- Ale przecież masz cudowną dziewczynę. Czemu chcesz zerwać z nią dla mnie?
- Bo cię kocham, Melannie. I nie mogę bez ciebie żyć, rozumiesz? Nie mogę. Nie przesypiam nocy, bo myślę o tobie, kocham cię.
- Zayn, dobrze wiesz, że nie możemy być razem...
- Wiem - westchnął. - Idę do klubu.
- Sam?
- Tak, sam.
- To zaczekaj, pójdę z tobą. Nie będę siedziała sama.
Założyłam różowe baleriny i wyszliśmy z hotelu. Skierowaliśmy się do pobliskiego klubu, gdzie Malik zaczął tańczyć z jakimiś dziewczynami, a ja siedziałam, wsłuchując się w muzykę.

*Pół roku później*

Chłopcy znów pojechali w dwumiesięczną trasę. Danielle, Perrie i Eleanor są z nimi. Mają wrócić dziś wieczorem, a ja leżę sobie w bikini na hamaku przed domem. Zdążę się stąd pozbierać, zanim oni przyjadą. Najgorzej będzie, jeśli Harry dowie się o wszystkim, co działo się przez ostatnie pół roku. Jednak mam nadzieję, że mi to wtedy wybaczy...
Kiedy tak leżałam, oczy same mi się zamykały i nawet nie wiem, kiedy zasnęłam. Obudziłam się, prawie spadając z hamaka. A to przez Louisa, Nialla, Liama i Harryego. Gdyby tak nade mną nie stali, nie wystraszyłabym się aż tak bardzo. Co prawda, dalej miałam obawy co do tego, co zaraz może się wydarzyć.
- Ooo kochana, coś ci się przytyło - skomentował Louis. - Trza będzie biegać.
- Bardzo śmieszne, wiesz? W ciąży jestem - odpowiedziałam.
- Hahaha no proszę cię. Ty i w ciąży? Ciekawe, z kim.
- Z Harrym! - rzuciłam w Tommo poduszką.
Zayn, który akurat szedł z piwem, wypluł na mnie całą zawartość tego, co przed chwilą wziął do ust.
- Bardzo się cieszę, że się ze mną dzielisz - zwróciłam się do niego. - Ale jestem w ciąży i nie mogę pić.
- Jak to jesteś w ciąży ze mną? - udawał zdziwionego Harry.
- Harry, najwyższy czas im powiedzieć - stwierdziłam.
- Skoro to zaszło już tak daleko, to chyba masz rację. Najwyższa pora, żeby się dowiedzieli.
- Zaraz, zaraz. O czym? - zapytał Zayn.
No tak. To on powinien był się dowiedzieć wcześniej. Powinnam była mu powiedzieć, zanim to wszystko się wydarzyło i dopiero teraz to do mnie dociera. W ogóle powinno się to wszystko nie wydarzyć. I co ja teraz mam zrobić?
Wszystko działo się tak szybko, że nawet nie zauważyłam, kiedy chłopcy gratulowali nam dziecka, a smutny Zayn wszedł do domu. Powiedziałam Harryemu, że zaraz przyjdę i pobiegłam za Malikiem. Weszłam do jego pokoju bez pukania, zamknęłam drzwi na klucz i przytuliłam się do jego pleców. Chciałam coś powiedzieć, ale odsunął się, dając mi do zrozumienia, że mam go zostawić i sobie pójść.
- Zayn - zaczęłam. - Ja tak naprawdę nie wiem, czyje jest to dziecko. Równie dobrze może być twoje jak i Harryego.
- Nie o to tutaj chodzi - powiedział. - Tylko o to, że byłaś z moim kumplem, a w tym samym czasie sypiałaś ze mną. Nawet nie wiesz, jak to boli. Sama myśl, że sypiałem z dziewczyną mojego przyjaciela.
- Zayn, ja cię przepraszam, naprawdę. Proszę, wybacz mi...
- A dla ciebie chciałem nawet zerwać z Perrie - westchnął. - Niemożliwe.
- Zayn, ja naprawdę...
- Wyjdź stąd! Po prostu wyjdź i nie wracaj!

----------------------------------------
Hej :))
Szkoda, że nie chcieliście komentować, ale dodaję kolejny rozdział. A jeśli wciąż nie będzie komentarzy - zawieszę bloga. Tak, wiem, to szantaż, ale cóż innego mam zrobić? Te komentarze są mi potrzebne, one motywują mnie do dalszego pisania. A kiedy nie chcecie komentować, ja nie wiem, czy mam dalej pisać, czy raczej "iść się paść". Jeśli pod tym rozdziałem nie będzie ani jednego komentarza - nie dodaję kolejnego. Przykro mi ;(

Mrs.Horan

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz